Cegła - Literatura - Proza - Poezja
CEGŁA NR 16 ROULOTTE - ZAPRASZAMY NA www.roulotte.pl
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #16

 
Fink
INFO
Odsłon: 281, Komentarzy: 0
 
fink
konkurs na najlepszą sestynę
Odsłon: 725, Komentarzy: 0
 
fink
Konkurs na najlepszą sestynę Styczeń 2010
Odsłon: 199, Komentarzy: 0
 
fink
Konkurs na sestynę wyniki - grudzień 2009 (1)
Odsłon: 346, Komentarzy: 0
 
fink
Konkurs na sestynę wyniki - grudzień 2009 (2)
Odsłon: 172, Komentarzy: 0
 
fink

Konkurs na najlepszą sestynę Styczeń 2010


Kapturowe jury w kompletnie nieznanym składzie, po całodobowym posiedzeniu w Górach Izerskich postanawia, co następuje wobec styczniowego konkursu na sestynę w 2010 r.

- ponownie nie przyznawać 1 nagrody, wygraną w wysokości 200 zł przenieść i powiększyć o dodatkową kwotę 50 zł na ostatnią rundę trzecią, która odbędzie się na przełomie miesięcy luty-marzec 2010.
Uzasadnienie – nadesłane teksty nie wywołały ostatecznego osłupienia.

- drugą nagrodę – ekskluzywny zestaw literacki ufundowany przez  W.B.P. i C.A.K. w Poznaniu, SPP Wrocław, oraz Ritę Baum przyznać: Pani Justynie Paluch,
- oraz trzecią nagrodę, nieco gorszą, skromniejszą ale również atrakcyjną, ufundowaną przez Wydawnictwo Czarne, SPP Wrocław - Panu Rafałowi Kwiatkowskiemu.

- Oba teksty zostaną również wyróżnione publikacją na legendarnej stronie www.roulotte.pl ku pamięci i chwale wspaniałej twórczości.

- poniżej zwycięskie teksty oraz 6 sestyn, które kapturowe jury rekomendowało do publikacji właśnie w tym miejscu.

Ostatnia edycja sestynowych potyczek rozpocznie się od 25.02.2010 i trwać będzie do dnia 25.03.2010  główna wygrana 250 zł + ksiażki - liczymy na osłupiające, wbijające w siedzenie sestyny.

 

Justyna Paluch

Ostrość         


Na domach jeszcze wiszą sople,
straszą troskliwe matki. Mgła
śni się ich dzieciom i budzi lęk, kiedy zima
na dobre wybucha w zamieci.
Dzień zmienia się jak oczy niemowlęcia i szybko
zasypia, by wstać niemożebnie

cicho. Śnieg oślepia bez trzasku, za oknem niemożebnie
ciasno. Wszędzie te sople –
śmiertelne stożki, więc byle szybko
przemknąć bez niepotrzebnej myśli. Z ust ciepła mgła
układa się w koncert i daje po uszach w zamieci.
Będzie z tego dziura w dachu. Pierwsza zima

z takim mrozem, to dobra zima
na początek życia. Dziecko, gdy śpi, niemożebnie
zaciąga się światem, jak bałwan w zamieci.
Widzi światło, a potem sople
i jeszcze nie wie, czy to tylko mgła,
czy ten widok dostanie się w jego rączki wystarczająco szybko.

Naprawdę szybko
myśli dziecko, któremu dopiero co przyśniła się zima,
bo każda godzina snu to rozwiana mgła;
nowo poznany obraz i dźwięk, niemożebnie
długo wysysane z palca słowo, jak sople,
spomiędzy których słońce wyciska uśmiech, na przekór światu w zamieci.
 
Chociaż w zamieci
czasem widać tylko czubki własnych butów i szybko
się można przyzwyczaić, że ludzie znikają jak sople.
Samotność, jak przy narodzeniu albo śmierci, zupełna zima.
Choć wokół pełno rąk i nóg, wyczyniających gesty niemożebnie
bezradne w swojej samotności, nad którą ciągle ta mgła,

wygodna mgła,
bo własną prawdę zawsze lepiej ukryć w zamieci.
Ale te sprawy zupełnie nie obchodzą niemowląt, niemożebnie
zaczajonych na świat. Im się wydaje, że szybko
można dostać wiele i nie przeszkadza w tym zima
ani obluzowana rynna, ani dach uginający się od śniegu, ani sople.

Czy to w ogóle sople? Na początku życia wszystko przysłania mgła
i nieważne, jaka pora roku, bo to ciągle zima w zamieci.
Na szczęście niemożebnie szybko łapiemy ostrość dna.

 

 


Rafał Kwiatkowski

EROS I THANATOS ŚCIELE SIĘ GĘSTO

Joan was quizzical,
studied pataphysical
Science in the home.
- The Beatles

Zagraj ostatni raz. Powiedzmy, kondolencje przypominające śnieg,
który sypie, na ciebie i mnie, fruwające ptaszki, smętny jak grabarz.
Uzyskaliśmy dystans. Robimy to kupę lat, ale i tak wpadamy w zaspy.
Tyle rzeczy domowej roboty. Skonstruowaliśmy specjalny wachlarz,
sprawdza się nawet teraz, gdy wymachujemy każdym słowem, wściekle
            przywołującym wspólne i nachalne może,

tyle nachalnych przypuszczeń, może jest stosunkowo za zimno, może
najwyższa pora olać pismo, nie specjalnie lubię wyrazy białe jak śnieg,
nagle ktoś wpada, na co reagujesz poniekąd jak kierowca, wściekle,
albo spokojnie jak Seneka bez jaj , albo jakiś wykonujący nadgodziny grabarz
chwilę przed zjazdem. Zostawiasz za sobą cały ten wybielony wachlarz,
             prując jak idiotka przez świństewka i zaspy.

Będzie dobrze, wszyscy ogłuchli, nagły wysyp ochów i achów tłumią zaspy.
Brakuje nam relacji. Nikt nie myśli o stosunku, zazwyczaj każdy kto może
odlatuje stąd jak najszybciej i spełnia się w tym kadrze jak atrakcyjny wachlarz.
Można prościej. Wystarczy, że odgarniesz z czoła niegdysiejszy śnieg
i posprzątasz po sobie z dokładnością, której nie powstydzi się sam grabarz -
             po setnym wykopie nie reaguje już tak wściekle -

mówię do wymówienia a ty swoje "nie teraz, nie wypada, przestań" tak wściekle
jakby można było zatrzymać coś więcej, powiedzieć więcej i przeskoczyć zaspy.
Pf, esse est percipi, widzisz? Przyozdabiający głowę czarnym sombrero grabarz
z niecierpliwością oczekuje końca tej hecy, albo ktoś kto chce, ale już nie może
zjeść bułki z mortadelą, jeszcze gdzieś dryndnąć, bo wpadł po uszy w śnieg.
             Później rozkładasz nogi i widzę cały wachlarz.

Powtarzasz bez dwóch zdań znany od średniowiecza, więc zużyty wachlarz.
Relacje, przyjaźń, obligacje. Mam kilku znajomych, którzy utknęli i wściekle
wymachują kurwami próbując się wydostać ponad leżący wszędzie śnieg.
Och przewodniku w pośpiechu mylimy trasy, zaspani wpadając w zaspy,
z pewnością przygotowane już wcześniej przez nas samych być może,
             pasujące do zacierania śladów jak grabarz

srający w krzakach chwilę przed końcem, ach zaprawdę prawdziwy grabarz,
właśnie ten oczekiwany, otwarty na każdą propozycję, niezbędny jak wachlarz
jedyny, nasz, orzeźwiający trochę, bo może ktoś akurat sięgnie po może
otwarte jak dzieło bardziej otwarte niż na pewno, podane zazwyczaj wściekle,
jako jedyna prawda z tym nieustannym wrażeniem jakby wpadło się w zaspy
             pod jednym dachem, gdzie nie pada śnieg.

Wreszcie upragniony szum, koniec transmisji, na ekranie śnieg,
każdy wstaje i opuszcza ten teatr, jeśli tylko może
             przekroczyć wyraźnie zarysowane u progu zaspy.


 

Robert Rusik
Kościółek


Liść mrozu na szybie, krzyż drewniany w szronie
Z trudem, krok za krokiem pokonuję zaspy
Kożuch chroni ciało, głowę czapka i szal
Zza drzew się wyłania kolorowy witraż
Kościółek drewniany, sklecony naprędce
Choć mroźna niedziela, rojno tu i gwarno

Cała wieś przybyła, szepty rozmów, gwarno
Spoglądają wszyscy na dzwonnicę w szronie
Dziedziniec świątynny sprzątnięty naprędce
Tylko gdzieś pod płotem śnieżnobiałe zaspy
Ponad nimi dumny, różnobarwny witraż
Mróz głaszcze po twarzy, choć zakrywa ją szal

Wchodzimy do środka, zdejmuję czapkę, szal 
Ludzie siedzą na ławkach, jeszcze głośno, gwarno
Słońce zaciekawione spogląda przez witraż
Dotykając blaskiem ołtarz niczym w szronie
Spóźnialscy przechodzą przez ogromne zaspy
Pokornie klękają, modląc się naprędce

Wchodzą pokasłując, siadają naprędce
Rozpinając płaszcze, ściągając czapkę, szal
Strzepują ze wstydem śnieg z pobliskiej zaspy
Uciszają spojrzeniem, kiedy jest zbyt gwarno
Na ołtarzu hostia, ciało Boga w szronie
Czerwienią rozbłyska Chrystusowy witraż

Wsłuchany w modlitwę, mozaikowy witraż
Słowami Bożymi karmi się naprędce
Parafianie widzą dziś opłatek w szronie
Ozdabiam grzechami jedną z Temidy szal
Chwila na modlitwę, znów się robi gwarno
Ogrzanych miłością, nie martwią dziś zaspy

Natchniony nadzieją ruszam poprzez zaspy
Żegna mnie tęczowo Chrystusowy witraż
Wokół pełno ludzi, głośno tu i gwarno
Odchodząc z uśmiechem żegnam się naprędce 
Poprawiam kożuszek, czapkę, wełniany szal
Już za chwilę widzę, moje okna w szronie.

Choć świat cały w szronie, wokół same zaspy
zgubiony leży szal, nad nim barwny witraż
Wrócę tam naprędce, nie bacząc, że gwarno...

 

Ewelina Ciesielska
Podrogowskaż

Przecież któregoś dnia wszystkie sople
muszą skapać z krawędzi dachu, tragarz
musi donieść walizki do sedna, odwilży
się świat. Jedzie szlachta, jedzie kulig
-śmieszne preludium, banalny kolaż,
żart bez pointy na koniec.

To już blisko, lada dzień nastąpi. Koniec
końców, jesteśmy starsi niż tamte sople
z zeszłej zimy, kot, niż gazetowy kolaż
rozebranych do ostaniej myśli panien. Tragarz 
jest tragarzem własnego losu i kulig
zdarzeń nie ma wpływu na to czy odwilży

serce. Wicher porwie papierosa, odwilży
usta pani na sam koniec
spaceru, który ciągnie się jak kulig
ze zbyt ciężkimi dziećmi. Jeszcze sople
krople niosą. Coraz niżej ziemi tragarz
ma ręce. Może gdyby kolaż,

może gdyby nie kolaż-
wczoraj i dzisiaj odwilży
by nie było, a tragarz
znalazłby na koniec
słowa klucze, słowa sople-
otworzyć i topnieć. Kulig

tej zimy może nie być jak kulig
w zeszłym roku. Biały kolaż
jest zbyt mdły by sople
puściły lody. Odwilży
daleko. Na koniec:
ostatecznie tragarz

to tylko tragarz-
nie pędzi jak kulig
spokojnie czeka: na koniec
dnia, windy, ale odwilży
to nie. Lubi sople,

bo oczy są jak sople. Jak tragarz, jak dwie trumienki. Czekają
odwilży, żeby wsiąknąć w ziemię. Kulig tam cię nie zawiezie.
Kalejdoskop, kolaż, dojrzała secesja, napisy i koniec. Wystąpili.


Jadwiga Skowron
Nieszczęsny kolarz

Atak mrozu, pobocze w szronie,
śliską drogą mknie kolarz.
Nagle w szprychy wplątuje mu się szal.
I leci jeździec wprost do rowu, w kamuflaż
trzciny się wtapiając. Dziwny szum w uszach. Jak gwarno!
– to rój rusałek go otacza i zdaje się, że to już koniec.

„O Boże, jaki marny koniec!”
– myśli biedak. A na brzegu w szronie
od rusałek robi się jeszcze bardziej gwarno.
Przeciera oczy ze zdumienia kolarz,
bo raz je widzi, a raz nie. (Cóż za dziwny kamuflaż
stosują!) To szok? A może szał? To szal!

Na szyi zacisnął mu się własny szal.
Gdyby nie rusałki, czekałby go koniec.
„A może to przezroczysty śmierci kamuflaż?
Może to kostucha podpełza w szronie?”
– duma kolarz.
Zmysły mu wariują. A wokół gwarno

i coraz bardziej gwarno.
Pół-widzialne ręce rozwijają na wietrze szal
i unoszą wysoko. Kolarz
sięga, by uchwycić jego koniec,
a wełniany wąż jakby owijał czyjąś szyję, całą w szronie,
ledwie zarysowaną na tle trzciny. Kamuflaż?

Czy czary to, czy po prostu przedziwny kamuflaż?
Z trudem dostrzega postaci, od głosów których tak gwarno,
że wirują wokół niego źdźbła zmarznięte w szronie,
tańczy w powietrzu szal,
i sam, trzymając go za koniec,
do tańca podrywa się kolarz.

To więcej niż zaćmienie umysłu. Biedny kolarz!
Niedotlenienie mózgu, a nie kamuflaż.
Ustaje krążenie, niechybnie to koniec.
Nikt go nie znajdzie w zarośniętym rowie. (Gwarno
to tu może bywa latem od komarów.) Mocno zaciska się szal.
Leży wśród badyli nieszczęśnik z głową w szronie.

W szronie znalazł spoczynek kolarz.
Zabił go własny szal. Wkrótce wszystko zasłoni śniegu kamuflaż.
Dopiero wiosną zrobi się tu gwarno od policji. Taki tej historii koniec.

 

Andrzej Korbiel

STYCZNIOWY KONTRAST

Czekałem na ciebie jak na pierwszy śnieg.
Nie przyszłaś. Wiesz, że mam urodziny w styczniu
ale i tak to zrobiłaś. Ostrz był cały wachlarz 
wybrałaś właśnie to. W "Dymie" było gwarno
ale i tak słyszałem w głowie coś jakby
szept - że z marzeniami to chyba już koniec.

Ustawiłem się na szary koniec
kolejki tych co życie łapią jak śnieg
- gdy wpadnie im prosto w ręce. Jakby
tuż obok było za daleko. W styczniu
znów życie przeszło obok mnie. Gwarno
od fantazji miałem w głowie. Wachlarz

marzeń rozłożył bajeczne pióra. Wachlarz
wariantów naszej przyszłości. Koniec
tylko się w nim nie mieścił. Chciałem gwarno
i wesoło cię przywitać ale śnieg
posypał już zgliszcza i popioły. W styczniu
właśnie wtedy, gdy już uwierzyłem... Jakby

miesiąc i czas miały znaczenie. Jakby
los mógł się odmienić niczym wachlarz
z rozwijaną grafiką. A tu w styczniu
niespodzianka! Myślałem że już koniec
z samotnością i redtubem. Lecz tylko śnieg
mi towarzyszy na pustej ulicy. Gwarno?

W ciszy jest jedynie od myśli gwarno.
Czarne kocury snują się jakby
nie miały gdzie spocząć. Z nieba jak śnieg
sypie się łaska. Na bruku wachlarz
bieli się rozkłada. Czerń i biel. Koniec
i początek obok siebie w styczniu.

Z nieba do piekła jak na raz i dwa. W styczniu
jak to w karnawale - jest gwarno
barwnie i rodzą się nadzieje. Lecz koniec
złudzeń czekał na mej drodze. Leżał jakby
skopany przez prawdę. Eteryczny wachlarz
spadł ze ściany. Ciężki jak kamień nie jak śnieg.

Niczym znak wskazuje mi śnieg, nie tylko ten w styczniu
marzeń trupich wachlarz – choćby nie wiem jak było gwarno
– pamiętam o tym jakby nie był udręką sam koniec.



Paulina Sałasińska

Nóż w wodzie

Ogród rozkoszy ziemskich. Krawędzie są ostre -
brzytwa którą rozkłada jednym ruchem kuglarz,
bożek o stu ramionach. W styczniu
łatwiej jest przybrać kamuflaż,
czerwień rozchodzi się po twarzy szybko -
szybciej niż można sobie wyobrazić koniec.

Logika ma to do siebie, że liczy na koniec
języka, w którym wszystkie pojęcia są ostre
i zaczyna rozmywać - to, co z pozoru szybko
zazębia się w całość, staje się tym, co kuglarz
ukrywa w rękawie. Logika to kamuflaż,
białe futro królika na białym polu, w styczniu.

Pojawia się konieczność - jeśli rzecz dzieje się w styczniu -
zamarznięte odchody zaprowadzą na koniec
do nory, do młodych, ale to tylko kamuflaż.
Najważniejsze są wycięte z metalowej płyty słowa - ostre
z jednej strony, z drugiej tępe. W ten sposób kuglarz
rzuca bez obaw, że porani sobie ręce. Rzuca szybko,

zanim zadrży w nim myśl - bo nie myśli szybko -
jego umysł jest rzeką w styczniu -
życie dzieje się głęboko pod powierzchnią. Kuglarz
ma od rzucania móżdżek, a móżdżek to nie koniec,
ma od rzucania całe ciało, kochające ostre
trunki i tani kobiecy kamuflaż.

Pojawia się konieczność i zmywa kamuflaż.
Nie dzieje się to bardzo szybko,
nie wszystko staje się od razu ostre.
Nie ma nic smutniejszego niż ogród w styczniu
i nic radośniejszego niż koniec
stycznia - nadzieja na roztopy, czas, kiedy kuglarz

przegląda się w wodzie. Widzi: kuglarz.
Widzi: czerwień na twarzy. Marny kamuflaż
dla kogoś, kto przewiduje koniec -
kto może go przewidzieć dokładnie i szybko
wróżąc z bieli, unurzanej w styczniu,
sam rozmyty do cna w tym, co ostre.

Weźmy pojęcie ostre i zróbmy to, co kuglarz:
biel jest w styczniu czerwienią, które to kamuflaż?
Zmieniają się tak szybko, że zmieniają koniec.

 

Jarosław Cłapka.

Zaśnieżony , lodowy witraż

Przez całą noc padał śnieg,
czego nie zauważył kucharz.
Wyszedł na dwór , a tu pizgawica.
Kawałki lodu na chodniku utworzyły błyszczący witraż.
Przyjrzał się mu bystro.
To nie jest szkło.... niewątpliwie.

Rację miał niewątpliwie,
bo chociaż wszystko pokrył śnieg
i trudno było poruszać się bystro,
to kucharz
w pięknym stylu ominął lodowy witraż
ale nie obejrzał go dokładnie. Przeszkodziła mu w tym pizgawica.

Och ta pizgawica..
opanowała cały  wszechświat ..niewątpliwie
a mimo to lodowy witraż
pokrywał równą warstwą śnieg
co zaobserwował kucharz
oceniający sytuację krytycznie i  bystro.

Poruszając się bystro
choć dookoła pizgawica
niepokonany kucharz
niewątpliwie
próbował usunąć śnieg
który zasypał witraż.


Jednak kolorowy, lodowy witraż
bystro
pomimo tego, że leżał na nim śnieg
a wokół szalała pizgawica
uciekał  niewątpliwie
co widział zdenerwowany kucharz


Zmęczony tym wszystkim kucharz
spojrzał na zaśnieżony witraż
i niewątpliwie
a zarazem bystro
choć panowała pizgawica
z uporem odgarniał z niego śnieg

Biały śnieg , biały  kucharz,
szalejąca pizgawica   i ten znikający lodowy witraż
mimo wszystko myślę bystro ale trudno w to uwierzyć.....niewątpliwie

 

 


 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
  Wrocław  Rura KalamburGrawitonProjektowanie stron
Noclegi