Cegła - Literatura - Proza - Poezja
WSPIERAJ NIEZALEŻNĄ TWÓRCZOŚĆ - PRZEGLĄDAJ REKLAMY GOOGLA
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 

Wybrałeś(aś): Cegła #16

 
a) Fink
INFO
Odsłon: 541, Komentarzy: 0
 
b) fink
konkurs na najlepszą sestynę
Odsłon: 1186, Komentarzy: 0
 
c) fink
Konkurs na sestynę wyniki - grudzień 2009 (1)
Odsłon: 531, Komentarzy: 0
 
d) fink
Konkurs na sestynę wyniki - grudzień 2009 (2)
Odsłon: 326, Komentarzy: 0
 
e) fink
Konkurs na najlepszą sestynę Styczeń 2010
Odsłon: 416, Komentarzy: 0
 
f) fink
konkurs na sestynę - LUTY/MARZEC 2010
Odsłon: 440, Komentarzy: 0
 
d) fink

Konkurs na sestynę wyniki - grudzień 2009 (2)
Mateusz Dawiec
Mateusz Dawiec, lat 20, studiuj informatykę, ma na koncie
publikacje opowiadań w dwóch numerach Szafy oraz publikacje haiku: w
japońskim dzienniku Mainchini Daily, a także (wielokrotnie) w
internetowym "Asahi haikuist network magazine". Gra w prostym zespole
rockowym: Mary Moja Mary.
 

Zawiodłem się na wszystkim. Podróże

nie odświeżają spojrzenia. Taniec

wcale nie mąci mnie z nią w monogram.

Odnalazłem słońce kiedy jak bąk

przysiadło w ramionach drzewa. Palma

dla wszystkich. Dupa tam phonotypia.

 

Bowiem zawiodła i Phonotypia

Że niby noc w ostrudzie: Podróże.

I że niby całe ciało: Palma.

Że taniec, nie taniec ani: Taniec.

Odnalazłem słońce ale mi bąk

Zasłonił. Wszystko dupa, monogram.

 

To co chowasz za sobą. Monogram

z chmur, kawałka łóżka. Phonotypia

płatków róż/ różowego płatu. Bąk

który pobzykuje, jak kręcą go podróże

do tych maszyn USA, gdzie taniec

wynalazków i A CLOCKWORK PALMA.

 

Już to przerabiałem, chuj, nie palma.

Zawiodło mnie zsunęło w monogram,

przede mną i za mną ciężki taniec

przedmiotów albo też phonotypia:

przemysł rzeczy martwych pre-podróże

suma przesłanianych obrazów  (bąk).

 

Jestem sumą zasłanianego  (bąk

Zasłonił słońce a za nim palma

Uczyniła to dla mnie, podróże

Zasłoniły kraje, a monogram

Zstąpił w miejsca gdzie śpi phonotypia

Z kim sypia niezrozumiałe?) Taniec

 

którego nie zasłania nic, taniec

który pewnie zasłonił coś lub bąk

którego nakryła phonotypia.

Suma zasłonień: bije mi palma.

O wszystko, bo zawiodło monogram.

Nie ma tabula rasy pod róże.  

 

Pozwoliłem, by zawiodły mnie podróże i taniec.

Oglądałem nas jak monogram, póki nie ugryzł bąk.

Teraz jak palma: zasłaniam. Bo co to, kurwa, phonotypia?

 

 

Dmytro (Dymitr) Kushnir

* * *

bezbarwnym smutkiem brzmią refreny -
podświadomości chorej listy
i coraz mniej smakują ciastka,
nie działa żadna już teoria;
i przestarzała phonotypia
nie inspiruje już Catin.

marzyła cały czas Catin
gdy układała się w refreny
naiwnej myśli phonotypia:
czytała ona jego listy,
cieszyła umysł jej teoria,
że przyszłość to kawałek ciastka.

lecz życie to nie tylko ciastka.
czyż o tym dowie się Catin?
i czy potrafi jej teoria
durowe śpiewać wciąż refreny,
gdy pisze swoje smutne listy
niepokojąca phonotypia?

tej smutnej wojny phonotypia
gdzie ludzie, niczym kruche ciastka,
odważne piszą z frontu listy?
"o, niech nie martwi się Catin!"
wymyśla nowe on refreny.
nie wiecznie jednak trwa teoria.

zawiodła w końcu jej teoria.
nieznana dotąd phonotypia
nieznośne szepcze jej refreny
niczym cholernie gorzkie ciastka.
została wdową. pij Catin,
wycieraj łzy i spalaj listy.

nie zmienisz już poległych listy.
już nie pomoże Ci teoria.
nie wróci uśmiech twój, Catin,
młodości twojej phonotypia.
tęsknota zjada twoje ciastka,
zegarek kradnie Ci refreny.

refreny brzmią. się dopalają listy.
z beztroską mina ciastka żre teoria,
zabija phonotypia Catin.

 

 

Alicja Stasiak, 

Ty Wielkie czułości chowasz w Listy,
kochanie morski koniku marcepanowy żółwiku  mylisz Numer.
Kłujesz całujesz  odrobinę katujesz boli biała kostka.
Jesteś niestały mało trwały, twierdzi ojciec rzeźnik
kłamiąc - topię cię w sobie ja nieskończona studnia
tajemnic pełna, głucha i ponura przecięta Linia
 
z pragnienia, ochoty i odrzucenia Linia,
nieśmiała przebiegła pomięta przez Listy.
Czekam na spotkanie tam gdzie kończy się studnia,
Ty błądzisz błędnie pod błędny Numer.
Przeszłość się nie myli twierdz ojciec rzeźnik,
pozostała na talerzu  jedynie ta oślepiająco biała kostka.
 
Odważnie bierzesz ją do ust, jednak to tylko kostka
aż pali cię grzbiet, teraz to Ona  - Linia
przez twoją piękną twarz przebiega. Pamiętaj! To nie ojciec to rzeźnik,
na pamiątkę po córce zostawił Listy
do Ciebie, pod błędny Numer.
Lepię się od strachu, szybka kryjówka nasza studnia
 
zaciskam oczy, głuche wołanie o wybawienie, zdradziecka studnia
dławi krzyki. Zdzieram szarpię krwawi biała kostka.
Teraz Ty wybierasz Numer.
Gaśnie Linia.
Płoną Listy.
To On! Przeklęty rzeźnik –
 
dręczyciel udręczony ojciec. rzeźnik.
Idzie. Ciężkie kroki, drży studnia
łzawią oczy, dymią Listy
zapach krwi (żebra, łopatki, chrząstka, kostka).
Wyłuskany nowy ślad, świeża Linia
wskazuje właściwy Numer.
 
Ostatni znany Numer.
Ostatnie drzwi, w nich czeka On – rzeźnik.
Naznaczony. Z bólu Linia.
Oskarżycielski szept niesie studnia.
Spalone ciało, w palenisku kostka.
W dłoni niezaadresowane Listy.
 
Zapominasz Listy, Numer.
Na czole wypalona kostka, śpiewa rzeźnik
Pusta trumna – studnia, zatopiona Linia.

 

Anna Ponikowska.

Ma 23 lata. Pochodzi z Wrocławia i tutaj studiuję na
Uniwersytecie Wrocławskim na kierunku pedagogika.  Wysłana sestyna jest pierwszą, jaką napisała w życiu, więc prawdopodobnie nie należy do najlepszych, jednak musi przyznać, że to świetna zabawa.

Czterech ich było pierwszy z nich Prztyczek,
Niezły to agent, lecz lepszy był Numer.
Jeden kopniak i … Bach! Padali jak domino
wszyscy w okolicy. Następny to Melon -
pulchna facjata, nieustannie drżący
o swoje pieniądze. Kolejny – Kokardka.

 

Dziwny pseudonim, lecz Kokardka
dobrze wiedział dlaczego! Prztyczek -
ich prezes jak osika na wietrze drżący
za nic nie odda swej władzy. Tymczasem Numer
cierpliwie czeka na jego potknięcie, a Melon
tym niezainteresowany całymi dniami gra w domino;

 

pieniądze jak kostki układa – ot całe domino!
„Nominał do nominału pasować musi!” śmiał się Kokardka
w duchu zazdroszcząc przezorności, którą Melon
posiadał. Żarówkę wymieni, korki przełączy – to Prztyczek:
pierwszy elektryk z ulicy. Nigdy go Numer
o pomoc nie prosi widząc jego ruch ręki drżący,

 

tak bardzo drżący,
że muśnięcie wystarczy i jak w domino -
cała dzielnica bez świateł zostaje. „Numer
pierwsza klasa!” Zachwycony Kokardka
faktem, że będzie mógł problem rozwiązać. „Prztyczek
elektryczek!” - nadal się śmieje - „Melon

 

soczysty mniej słodki od Ciebie!” Melon
się obruszył. Cały z nerwów drżący
przymierzał się do bójki. Prztyczek
przy drzwiach wejściowych w kolorach domino
wcisnął Kokardka
jednym ruchem ręki problem rozwiązując. „Numer

 

do elektryka już niepotrzebny!” zachwycił się Numer,
co pięści już składał, by bić kolegę. „Melon
czy arbuz, jeden pies!” - wydarł się. Kokardka
nad drzwiami spadła, bo dźwięk drżący
poruszył ściany, z pieniędzy domino
rozsypało się po pokoju. Taki to właśnie elektryk Prztyczek. 

 

I tak sobie żyli Prztyczek - elektryk i Numer co bije
znając się wspólnie z fanem domino – Melon wołali na niego
drżący o własny dobytek. Ostatni – Kokardka – był od rozwiązywania    problemów. 


 

Jacek Moryc,

mieszkaniec Lędzin, student drugiego roku filologii polskiej na
Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, publikuje na Portalu Pisarskim.

 

Historia miłosna

Jeszcze dzisiaj piszę do niej listy,
bo dostałem adres, nie numer
telefonu. Dała mi go ona – ogrodniczka,
którą uratowałem. Miała być zeżarta przez smoka.
Po tej pamiętnej nocy do dziś oglądam walansjenkę
w której ukryte są piersi, na zdjęciu w kolorze sepii.


I oglądam codziennie te zdjęcia w kolorze sepii
i piszę codziennie do niej listy,
ona nie odpisuje. Chociaż wciąż mam w głowie tę walansjenkę,
ona nie odpisuje. Nie mogę zadzwonić – nie mam numeru.
Kocham ją! Przecież przebiłem serce tego smoka!
Wciąż myślę o niej, o niej i jej ciele ukrytym w ogrodniczkach.


Ona i jej ciało, ciało tej którą dotykałem, ogrodniczki,
dotykałem i pamiętam, nie tylko w kolorze sepii.
I przeżywam co wieczór, jakbym znowu mordował smoka
i muszę, nie mogę inaczej, pisać do niej listy.
Dla niej może tylko raz, tylko jeden numerek,
dla mnie nie. Wciąż widzę żółtą walansjenkę


pod którą znalazłem szczęście. Teraz leży z boku z walansjenką
biustonosz. Z boku leżą majtki i ogrodniczki.
Pamiętam, miał być tylko jeden numerek
i zdjęcie na pamiątkę, zdjęcie w kolorze sepii.
Dała mi adres, bym mógł do niej pisać listy,
wiedziała, że lubię mordować smoki.


I problem się pojawił z tym ziejącym ogniem smokiem,
bo nie przewidziała, że na tak długo zapamiętam jej walansjenkę
i będę pisał wiersze, i listy
do niej, skromnej ale pięknej, z pięknym ciałem ogrodniczki.
Nad moim łóżkiem wisi – już nie w kolorze sepii –
jej zdjęcie, obrazek. Dlaczego nie wziąłem numeru?


Przecież mam jeden numer!
Numer jej mieszkania. Pojechałem, znowu spotkałem się ze smokiem.
Już nie było wierszy, obrazków w sepii,
nie było koronek, jędrnych piersi, walansjenek,
gładkich nóg, bladych pośladków ogrodniczki,
fotografii i ręcznie pisanych listów…

 
Mogłem pisać tylko listy, zapomnieć o numerze
i numerku przeżytym z ogrodniczką, i o smoku,
bo nie było walansjenki, tylko zdjęcie majtek przy zdjęciu w kolorze sepii.


 

Dodaj nowy komentarz
Autor:
(dodaj na początku NOSPAM)
Email:
(dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
  PARTNERZY SERWISU  
  Wrocław  KalamburGrawitonProjektowanie stron
Noclegi Zakopane