Amore sacro. Religione sacro Spojrzy na nich łaskawie Syn umiłowany, połączy dwie ich twarze i wplecie w monidło, przeprowadzi w bólach aż po kres wezbrany, żeby włoskie Madonny doszyły im skrzydła. Tam zobaczą anioła z galaktyką w dłoni, szeregi eremitów w drewnianych sandałach, oraz faunę edeńską na tle rajskiej flory – wszystko przejdzie ścieżką ostrą niczym pałasz. Bo ostry tamten koniec. Głownia obosieczna. Gdyż tam już nie są ważne żadne ziemskie śluby, a pieczęć przysięgi złamie chłodność wieczna, co połączone wcześniej – rozdzieli cherubin. I nie wiadomo będzie, czy rajski konkubin wejdzie razem z nią w niebo – trochę jak w dwa piekła. Amore sacro. Religione profano Bogini ich okryje dziewiczym jedwabiem, postawi na straży im rzeczne bałwany, gdy będą jakby śnili spływając korabiem. A potem dzień nastanie. Bóg. Syn i kochanek. Przywitają te brzegi nieznane cumując. Ona zdobna w tatuaż, pachnąca lawendą, on okryty porożem jelenim i skórą – spłodzą dzieci-zwierzęta i wieczne legendy. Nie ulękną się ciszy szczerej ani burzy, ni stepów wysuszonych, ni puszczy pękatych – tylko się w jedne, drugie – leniwie unurzą. Póki im będzie dane wędrować tym światem, gdzie się żywiołów kilka przeciw ludziom brata, i wędrować się musi. Ze śmiercią jak stróżem.
Dodaj
nowy komentarz
Komentarze
2010-03-12 13:57:17 - Rafał_Leniar
Uaktualnienie:
Amore sacro. Dyptyk
Inspirowane Iwaszkiewiczem
Amore sacro. Religione sacro
Spojrzy na nich łaskawie Syn umiłowany,
połączy dwie ich twarze i wplecie w monidło,
przeprowadzi cierpiących - aż po kres wezbrany,
żeby włoskie Madonny doszyły im skrzydła.
Tam zobaczą anioła z galaktyką w dłoni,
szeregi eremitów w drewnianych sandałach,
oraz faunę edeńską na tle bujnej flory –
wszystko to przejdzie ścieżką ostrą niczym pałasz.
Bo ostry tamten koniec. Głownia obosieczna.
Gdyż tam inaczej znaczą ich kościelne śluby,
a pieczęci przysięgi złamie chłodność wieczna,
co połączone wcześniej – rozdzieli cherubin.
I nie wiadomo będzie, czy rajski konkubin
wejdzie razem z nią w niebo – trochę jak w dwa piekła.
Amore sacro. Religione profano
Bogini ich okryje dziewiczym jedwabiem,
postawi im na straży podwodne bałwany,
gdy będą jakby śnili spływając korabiem.
A potem dzień nastanie. Bóg. Syn i kochanek.
Przywitają te brzegi nieznane cumując.
Ona zdobna w tatuaż, pachnąca lawendą,
on okryty porożem jelenim i skórą –
spłodzą dzieci, zwierzęta i wieczne legendy.
Nie ulękną się ciszy szczerej ani burzy,
ni stepów wysuszonych, ni puszczy pękatych –
tylko się w jedne, drugie – leniwie unurzą.
Póki im będzie dane wędrować tym światem,
gdzie się żywiołów kilka przeciw ludziom brata,
i wędrować się musi. Ze śmiercią jak stróżem.