Cegła - Literatura - Proza - Poezja
JEST JUŻ 24 NUMER MAGAZYNU CEGŁA - PIECZĘĆ, PYTAJ W KSIĘGARNI TAJNE KOMPLETY, PRZEJŚCIE GARNCARSKIE 2, WROCŁAW
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 
WRÓĆ | WYDRUKUJ

Bartosz Libuda

Listy Dawida i Batszeby

Batszebo

Wolałbym mieszkać w lepiance lub w grocie wydrążonej przez wodę. Byłbym szczęśliwszy. Gdyby moje okno nie wynosiło się ponad inne okna i domy, nie zobaczyłbym Cię w kąpieli ani nie widziałbym, jak spacerujesz alejkami w ogrodzie, obleczona w lekką tunikę. A gdybym nawet zdołał wspiąć się na drzewo, aby Cię podglądać, mógłbym jedynie o Tobie marzyć, bo ten przywilej przysługuje każdemu. Przekleństwem jest być królem, który może mieć wszystko. Dla którego na pstryknięcie palcami wytryskają źródła i kwiaty pochylają swoje kielichy ku ziemi, gdy przechadza się pomiędzy nimi. Przekleństwem jest być królem, który skinieniem buduje wieżę z rąk niewolników i dla którego nawet prorocy zmieniają swoje przepowiednie. Przekleństwem jest wszystko, gdy nie znam Twojego imienia, nie wiem kim jesteś i czy zechcesz spojrzeć na mnie przymilnie nieprzymuszona i nieprzekupiona.

Mój harem byłby ozdobą raju. A jednak gdy tam wchodzę, nudzę się potwornie. Mierzi mnie uwielbienie, odrzuca zwierzęca rozkosz. Im więcej mam kochanek, tym w większy popadam głód miłości, którego nic nie ukoi. Moi służący i powiernicy pytają mnie, dlaczego jestem smutny. Moi dowódcy i namiestnicy domagają się decyzji, rad i podpisów. Dziwi ich moja melancholia. Czy mam im wyznać, że to z powodu kobiety? Powiedzą, abym poszedł i wziął ją sobie albo kazał przywlec ją pod mój tron za włosy. To przynosi radość głupcom.

Otrzymasz ten list z moimi pieczęciami, lecz nie chcę, abyś widziała we mnie króla. Mój los, sen, spokój, uśmiech, oddech, rozum i wiara należą teraz do Ciebie.

 

Dawid

-----------------

Batszebo!


Jakąż radość sprawił mi twój list. Odebrałem go nakazując sobie powściągliwość wobec posłańca. Później, w samotności, rozwijałem arkusz rozedrganymi palcami i rozpalonymi oczyma poszukiwałem słów, które zdradzą mi Twoją przychylność! Wiem, że to podłe wobec najwierniejszego z rycerzy, lecz nie dbam o to. Nie chcę słyszeć o tym, że należysz do kogoś innego. Na mojej ziemi wszystko należy do mnie. Według prawa żołnierz powinien wystawić swej żonie list rozwodowy przed wyjściem na wojnę.

Prawo! Czy ja, król, muszę zawsze kierować się prawem? Czy to, że jestem niewolnikiem całego narodu, to, że czuwam nad wszystkimi stadami i całym dobytkiem to zbyt mało, aby uwolnić mnie choćby w jednej sprawie? Czy domagam się zbyt wiele?

Mój człowiek przyjdzie po Ciebie po zmroku. Przyniesie Ci w podarunku pierścień z moją pieczęcią. Jeśli zechcesz, pójdziesz razem z nim tam, dokąd cię poprowadzi. Jeśli postanowisz inaczej, ja, król, uszanuję Twoją wolę.

 

Dawid

------------------------

 

Batszebo!


Gdy Cię zobaczyłem, przekraczającą próg mojego sekretnego schronienia, stałem się znów poganinem. Jak opisać Cię samemu sobie? Gdy podniosłaś głowę i spojrzałaś mi w oczy, dostrzegłem w nich uległość, dumę i kryształki smutku. Gdy czule obejmowałaś moją szyję, mogłaś z łatwością mnie zabić, a ja byłbym szczęśliwy. Twój głos jest głęboki, dźwięczny, a Twoje słowa pełne mądrości. Jesteś łagodna i nieokiełznana. Rozsądna i szalona. Z oddali jesteś jak odlany z brązu posąg. Od pierwszej chwili wyczułem drżenie Twojego ciała i oddechu. Kiedy odkryłaś przede mną swoją nagość, piękniejszą niż złoto i najwspanialsze zwycięstwa, wspanialszą niż świątynie i najlepsze proroctwa, wciąż spowijał Cię smutek. Twoja skóra migotała w blasku świec i polerowanych lichtarzy. Żaden artysta nie stworzy tak doskonałych proporcji, a jeśli nawet ktoś dokonałby tej sztuki, cóż z tego, gdy nikt nie tchnie życia w najszlachetniejszy kamień. Nigdy z nikim nie byłem tak blisko, Batszebo. Nikt nie okazał mi tyle miłości. Nikt nie odważył się dostrzec we mnie słabego człowieka. Jestem królem. Choćbym konał z bólu lub rozpaczy, z tęsknoty lub szaleństwa, moja twarz musi być jak maska, moje ciało wyprostowane i pełne godności, choć gardzę własnym dostojeństwem, które czyni mnie niewolnikiem każdego wieśniaka i handlarza. Największym nieszczęściem króla jest samotność i władza. Gdy zwyciężasz w bitwach i wiedziesz swój lud ku bogactwu, gdy wielkodusznie zmniejszasz daniny i rozdajesz żywność ubogim, a klejnoty i kobiety wojsku, wtedy zewsząd otaczają Cię zapobiegliwi pochlebcy. Wiedzą aż zanadto dobrze, że Twój upadek będzie również ich końcem. Lecz gdy potkniesz się lub upadniesz, gdy popełnisz błąd, gdy w okresie suszy opustoszeją spichlerze lub wyschną koryta rzek, wtedy szemrają za twoimi plecami, a twoi poplecznicy i pochlebcy rozglądają się w trwodze na nowym posągiem, któremu mogliby się kłaniać.

Gdybym umiał zmienić moje przeznaczenie, porzucić ten lud tak chętny bić przede mną czołem, zrobiłbym to. Lecz wtedy utraciłbym szacunek do samego siebie. Byłbym gorszy od najbardziej fałszywych z moich sług. Zaparłbym się tego wszystkiego, co uważam za słuszne.

Batszebo, nie mam nad Tobą władzy. Człowiek, który nie nosi zalążka wolności w swoim sercu, sam poszuka sobie pana, przed którym zegnie kark. Tego zaś, kto jest wolny w głębi swojej istoty, kto zachowa choć jedną własną myśl, nie można złamać. Dlatego tak bardzo za tobą tęsknię, Batszebo. Bo wierzę, że jesteś wolna.

 

Dawid

 

-------------------------

 

Batszebo!


Uriasz, Twój mąż, należy do grona moich najlepszych, najwierniejszych rycerzy. Nie miałem przed nim tajemnic. Jest człowiekiem godnym najwyższego szacunku i z pewnością godnym takiej kobiety, jak Ty. Gdybym musiał powierzyć komuś moje życie i sprawy całego królestwa, bez wahania złożyłbym je w ręce Uriasza. Jeśli Bóg da mi kiedyś syna, chciałbym, aby był choć w części tak mądry, odważny i wierny prawdzie, jak Uriasz. Mimo, że nie pochodzi z naszego kraju, lepiej mu służy niż wielu naszych braci. To, co wydarzyło się pomiędzy nami, było dla mnie jak łyk wody na pustyni. Lecz gdy ja doznawałem ukojenia, Uriaszowi działa się krzywda, której nie można naprawić.

Doniesiono mi, że wkrótce Twój mąż wróci z wojny. Chciałbym, aby zastał Cię czekającą w domu, jak należy się to bohaterowi. Niech to dziecko, które poczęło się w twoim łonie z naszego sekretnego związku, będzie prawowitym potomkiem Uriasza. Ja, król Dawid, będę nad nim czuwał i zadbam, aby niczego mu nie zabrakło. Nie mógłbym postąpić inaczej. Gdy Uriasz wróci, nakłonię go, aby zbliżył się do Ciebie, choć to wbrew prawu i zwyczajom. Sądzę, że mnie posłucha, bo zawsze jest posłuszny. Lecz trudno mi o pewność, bo nigdy nie wydałem mu rozkazu ani nawet nie zwróciłem się do niego z prośbą w złej sprawie. Ludzie tacy jak Uriasz mają wielkie wyczucie sprawiedliwości. Widzą świat ostro, potrafią oddzielić dobro od zła, ziarno od plew. To mnie martwi, Batszebo. Módl się, aby twój mąż zachował choć odrobinę egoizmu. Nawet wtedy pozostanie najlepszym z nas. Gdy patrzę na Uriasza i widzę, jaki posłuch ma wśród żołnierzy i jakim darzą go uwielbieniem, gdy podziwiam, jak panuje nad koniem w ogniu walki i jak zręcznie posługuje się wszelkiego rodzaju bronią, gdy zazdroszczę mu mądrości w dowodzeniu bitwą i przebiegłości wobec bardziej licznego przeciwnika, gdy zadziwia mnie jego zdolność do litości dla zwyciężonych, po stokroć czuję się jak zdrajca.

 

Bądź pozdrowiona, Batszebo. Żegnaj.

 

Dawid, król

-----------------------------

 

Dawidzie, królu Izraela

 

Jak mam myśleć o Tobie, mój Panie? Jesteś moim kochankiem, jesteś moim władcą, moim zbawieniem czy przekleństwem? Gdybyś wiedział, jak ciężko jest być żoną Uriasza Hetyty, znosić jego prawość, przyzwoitość, przywiązanie, podarunki, patrzeć, jaką miłością obdarowuje nie tylko mnie, ale również Ciebie i Izrael. To głupie! Ile razy usiłowałam sprowokować Uriasza do sprzeczki, ile dawałam mu powodów do złości i niezadowolenia! W zamian zawsze otrzymywałam zrozumienie, przebaczenie, miłość. Uriasza poślubiłam z miłości. Był moim pierwszym mężczyzną i jedynym, dopóki nie przywołałeś mnie do siebie. O Panie, pragnęłam podarować sobie tylko tę jedną przygodę, lecz robiłam wszystko, aby się nie ziściła. Nie wiem, cóż to za dzika powodowała mną przewrotność, nie wiem, dlaczego za miłość chciałam odpłacić zdradą, dlaczego przestało mnie cieszyć codzienne szczęście, zwykła radość poranka, spokój wieczoru i odpoczynek w nocy. Przysięgłam sobie, że drugiej zdrady nie popełnię. Sądziłam, że splamiwszy się raz, poświęcę życie, aby odkupić tę winę wobec człowieka, któremu ślubowałam wierność i zachowam mą tajemnicę na zawsze. Pomyliłam się. Radość i dobro trwają chwilę i zostaje po nich ledwie wspomnienie, jak pamięć głodnego o pełnym żołądku. Zło i smutek nie dają się tak łatwo przepędzić, są jak blizny po ospie na twarzy młodej dziewczyny, rosną wraz z nią i szpecą, dopóki starość nie utopi ich w powodzi zmarszczek.

Uriasz nie wie, że jestem brzemienna. Opuścił dom nie zbliżywszy się do mnie, abym nie uczynić mnie wdową z dzieckiem. Takie przecież jest prawo. Uriasz postępuje zgodnie z prawem, a łamie je wtedy, gdy prawo jest bardziej surowe, niż jego serce.

Uriasz otoczył nasz dom murem zapewniającym mi bezpieczeństwo, kiedy on jest daleko. Mur okalający nasz dom jest wyższy od innych ogrodzeń. Góruje nad nim jedynie Twój zamek i okna Twoich sypialni oraz oko Boga. Uriasz twierdził, że nic nam nie grozi, bo ani Bóg, ani król niczego nam nie odbiorą. Kąpiąc się i przechadzając się prawie nago po ogrodzie rozmyślałam o tym, czy mógłbyś mnie zauważyć i powtarzałam sobie, że to niemożliwe, bo król ma przecież swój harem, a w nim najwspanialsze ciała, jakie zrodziła kobieta, dlaczegóż więc miałby spojrzeć na mnie? Tym samym spełnienie pragnienia o jednej jedynej przygodzie miłosnej, o jednym jedynym występku, oddalało się ode mnie. Nikogo innego nie próbowałam kusić. Lecz Ty, Panie, zawołałeś po mnie, a ja przyszłam. Spędziliśmy razem noc. Gdyby to mogło się tak skończyć!

Wiem, jak bardzo Uriasz Cię kocha i jak jest Ci oddany. Gdyby musiał wybierać pomiędzy mną a Tobą, pękłoby mu serce. Wiem także, jak jest dumny. Gdy powróci i zastanie mnie brzemienną, umrze w hańbie i rozpaczy. Postąpiłam podle. A podłość rodzi podłość. Z pewnością uznasz za okrutne i nieludzkie to, o co Cię poproszę.

Mimo wszystkiego złego, co uczyniłam, kocham Uriasza. Kocham go dziś bardziej, niż przedtem. Wiem, że to nierozumne. Tym trudniej znieść mi własną podłość i świadomość, że Uriasz by mnie nie potępił. Dlatego proszę Cię, Panie, o śmierć dla mojego męża. Niech zginie jak Twój bohater, przeświadczony o miłości żony i swojego króla. Podwójna zdrada to zbyt dużo dla jednego człowieka. Gdyby nie życie, które noszę w sobie, uwolniłabym ziemię od ciężaru moich stóp, a powietrze od stęchlizny mojego oddechu.

 

Batszeba

---------------------------------

Batszebo

 

Gdybyśmy byli tak jednomyślni w dobrym, jak w podłości. Wziąłem na siebie tę zbrodnię. Wyprawiłem Uriasza z powrotem na wojnę z listem do Joaba. Uriasz zginie od miecza Ammonitów.

Co mam teraz robić, Batszebo? Jak sprytny złodziej zatarłem ślady i mógłbym chełpić przed sobą tym zwycięstwem, lecz sumienie trudniej się leczy. Ja, sprawiedliwy król Izraela, splamiłem się krwią niewinnego, którego wcześniej oszukałem. Jakże bym chciał, aby to się wydało! Najciężej jest w samotności nosić brzemię zbrodni.

 

Dawid, król

-----------------------------------

Batszebo

 

Źle mi. Rolą króla jest rozsądzać zwaśnionych i wskazywać winnych, lecz jak mam to robić, gdy sam powinienem oddać się pod sąd? Moi poddani, doradcy i służba upatrują przyczyny mojego smutku w śmierci Uriasza. O tak, to prawda. Gdyby wiedzieli, jak i przez kogo zginął... Gdyby wiedzieli, Batszebo, żaden z nich nie odważyłby wystąpić przeciwko mnie. Staliby się jeszcze bardziej posłuszni, jeszcze gorliwiej spełnialiby polecenia, w lot odgadywali moją wolę. Czy tego chciałem? Być postrachem Izraela, królem, o którym szepcą trwożliwie, kiedy ich nie słyszę, władcą, którym straszą swoje dzieci? Kto mnie od tego wybawi?

Rozmyślam wiele nad przyczynami zła. Skąd to się w nas bierze, że jesteśmy zdolni do czynów, jakie z całą surowością potępilibyśmy jako sędziowie? Co sobie wyobrażamy, kiedy popełniamy zbrodnię, na czyją łaskę liczymy?

Mądrość i wszechmoc Boga są nieogarnione. Chciałbym wierzyć, że w swojej mądrości Bóg przewidział także istnienie zła. Usiłuję pojąć, czy zło, jeśli przewidział je Bóg, ma do spełnienia jakąś rolę i czy tego samego Bóg nie mógłby osiągnąć inaczej? Jakie dobro wyniknąć może ze śmierci Uriasza, z Twojego wdowieństwa? Co powinienem zrobić, Batszebo?

Widząc cel, jedynie głupiec schodzi z ubitego szlaku, spodziewając gdzie indziej lepszej drogi. A gdy pobłądzi w lesie lub na pustyni, gdy straci siły i zdolność rozpoznawania kierunków, wtedy rozgląda się za ścieżką, którą podążają zwierzęta, aby choć trochę sobie ulżyć. Kiedy znajduje tę ścieżkę, wstępuje na nią, nie troszcząc się o to, dokąd prowadzi, choćby nawet wiodła w przeciwnym kierunku. Człowiek mądry, jeśli pobłądzi, zastanawia się, jak mimo wszystko osiągnąć cel. Niedawno był na ubitej drodze, teraz nie ma żadnych wskazówek. Dokąd powinien pójść? Największą karą dla zbrodniarza jest pozostawienie mu sumienia.

 

Dawid, król

------------------------------------

 

Batszebo

 

Ja, król Izraela, zacząłem się bać. Unikam patrzenia ludziom w oczy. Odmawiam spotkań z dowódcami moich żołnierzy. Może być wśród nich ktoś, kto domyśla się zbrodni. Czy powinienem kazać zabić Joaba, któremu przekazałam list z wyrokiem na Uriasza? I co dalej? Zabić tych, którzy zabili Joaba? A może sprowadzić tu Joaba, oskarżyć go fałszywie o zdradę i zamordować? Joab jest wierny i nie zapuszcza się w zbędne rozważania. Wykonał polecenie i zapewne oczekuje nagrody. Czy mam nagrodzić za to, że pomógł mi zabić Uriasza?

Wciąż każę przynosić sobie miskę z wodą, aby umyć twarz i ręce, by nikt nie zobaczył, że się pocę. Zakazałem sługom robić cokolwiek za moimi plecami. Czuję na ciemieniu ich spojrzenia.

Spodziewam się wizyty Natana. Przychodzi zawsze, gdy potrzebuję rady. Znaliście go oboje z Uriaszem. Boję się go bardziej, niż innych, dlatego nie mogę go odprawić. Przeraża mnie przenikliwość jego wzroku. Jeśli nie spojrzę mu w oczy, zapyta, dlaczego odwracam głowę i co mnie trapi. Ból i niepewność stają się nieznośne. Sen nie przynosi ukojenia. Gdy zasypiam, znam już swoją pierwszą myśl po przebudzeniu.

 

Dawid

 

----------------------------------

Królu

 

Widać już, że jestem brzemienna. Moi bliscy dziwią się lekkomyślności Uriasza, który jakoby zbliżył się do mnie i pozostawił mnie wdową, lekceważąc prawo. Przyznaję im rację i biorę winę na siebie. To ja zwabiłam go do sypialni, użyłam całego czaru, jakim obdarzył mnie Bóg. Uriasz niczemu nie zaprzeczy. Gdy urodzi się dziecko, będę go wychowywać jako syna mojego zmarłego męża. Chciałabym, aby to był syn. W jego żyłach popłynie królewska krew.

Utraciłam wszelką radość. Nie mam nic, poza tym wątłym, niewinnym istnieniem, które noszę w sobie. Niewinne, a poczęte jako owoc zdrady. Nienarodzone, a z jego powodu popełniono zbrodnię. Czy jest człowiek, który udźwignąłby taki ciężar? Dlatego zamierzam chronić go przed prawdą i wyjechać jak najdalej, aby nikt nie powiedział – spójrz, jaki on podobny do Dawida, ten sam głos, te same oczy, ta sama dumna postawa i gest. Toż to królewski bękart!

Proszę, abyś wyświadczył mi tę łaskę i nie poszukiwał nas. Wszystko dobrze zaplanuję. Odjadę, nim dziecko osiągnie rok.

Nie sądź, królu, że czuję się skrzywdzona. Wszystko, co robiłam, czyniłam świadomie. To raczej Ty wpadłeś w moje sidła, niźli ja posłużyłam Ci moim ciałem. Lecz konsekwencje mnie przerosły. Nie doceniłam Uriasza, prawości i niezłomności jego charakteru. Sądziłam, że można zdradzić i powrócić do zwykłego życia u boku męża. Zażyć truciznę, spojrzeć śmierci w twarz i nie umrzeć. To mój ostatni list, Dawidzie. Niech zasłona, która rozdzielała nasze światy, znów opadnie.



Batszeba

--------------------------------------

 

Batszebo

 

Dziś był u mnie Natan. Człowiek ten chodzi w rozpadających się sandałach, pokrytych zaschniętym błotem, odziany w najlichszy łachman. Zadziwia przy tym jego wyprostowana postać i jasne spojrzenie, w którym duma ustępuje przenikliwości. Jak zawsze, Natan zatrzymuje się w znacznej odległości od mojego tronu, lecz nie kłania się, nawet nie schyla głowy. Patrzy mi prosto w twarz. Widzi mnie na wskroś, przenika mnie jak powietrze. Milczę, czekam, aż przemówi. Trwamy tak długą chwilę, wpatrzeni w swoje źrenice. Wreszcie on odzywa się pierwszy: „przyszedłem, aby prosić cię o pomoc, Panie”. Zwiódł moją czujność. „Słucham” - odparłem. - „Postaram się spełnić twoją prośbę”.

Opowiedział mi historię o dwóch ludziach, z których jeden był bogaty, a drugi biedny. Ten pierwszy miał wiele owiec, ten drugi tylko jedną, która sypiała w jego domu, jadła jego chleb i bawiła się z jego dziećmi. Pewnego dnia do bogacza przybyli goście, a on, zamiast wziąć owcę ze swoich stad, zabrał tę jedyną owieczkę biedakowi, choć wiedział, ile ona dla niego znaczy. Natan zapytał mnie, jak oceniam postępek bogacza. „Winien jest śmierci”. - osądziłem. Grałem do końca, choć od początku moja maska była dziurawa. Każdy z moich poddanych wycofałby się na miejscu Natana. Czy nie dał mi do zrozumienia, że wie? Kolejne słowa mogłyby sprowadzić na niego śmierć. Ale Natan jest inny. Sprawiedliwość Boża postawiła na mojej drodze człowieka, który się mnie nie boi. I Natan powiedział to, na co tak czekałem i co wprawiało mnie w taki lęk, jaki u niektórych wzbudza chyba tylko wyrwanie zęba. „To ty jesteś tym człowiekiem, panie. Odebrałeś Batszebę Uriaszowi Hetycie i wysłałeś go na śmierć, gdy okazało się, że nie ukryjesz zdrady”.

Siedziałem oniemiały. Przywykłem widzieć, jak świat zmienia się pod wpływem moich rozkazów. Skinieniem palca burzyłem miasta i pałace, decydowałem o życiu lub śmierci zakładników. Teraz stanąłem w obliczu nieodwracalności własnej winy. „Zgrzeszyłem wobec Pana. Co mam robić?” - spytałem. Natan milczał. Zadałem pytanie, na które sam muszę znaleźć odpowiedzieć. Wreszcie Natan powiedział: „Pan odpuszcza ci też twój grzech - nie umrzesz, lecz dlatego, że przez ten czyn odważyłeś się wzgardzić Panem, syn, który ci się urodzi, na pewno umrze”. Nie wiem, jak długo rozmyślałem. Ocknąłem się w świątyni, na modlitwie. Nie pamiętam, jak tam dotarłem, jakbym postradał i odzyskał zmysły.

Pan uczyni z nami, co będzie chciał. Postanowił ukarać mnie śmiercią dziecka, lecz ja mam prawo modlić się o miłosierdzie. Pozostanę na modlitwie aż do chwili, gdy dziecko wyzdrowieje lub umrze. Natan przepowiedział narodziny, a zatem dostąpię tej łaski i wezmę dziecko w ramiona. Śmierć dziecka to okrutna kara dla rodziców. Ale i ja postąpiłem okrutnie. Chciałbym, aby to mnie Pan ukarał, a dziecku pozwolił żyć.

Dość już zła, Batszebo. Choć tego pragnę, nie wskrzeszę Uriasza, nie obsypię go złotem, nie padnę mu do nóg i nie poproszę o wybaczenie.



Dawid, Król

--------------------------------------

Batszebo


Najtrudniej jest być sędzią samego siebie. Z jaką łatwością odnajduję okoliczności pomniejszające moją winę. W myślach tworzę mowy sądowe, które skruszyłyby najtwardsze trybunały. Gdybym je wygłosił, oskarżyciele by zamilkli. Oprócz jednego, lecz ten mnie nie oskarża. To Uriasz. Rozkazałem Joabowi, aby sprowadził ciało. Twój mąż zginął od ciosu w plecy. Medyk twierdzi, że śmierć była gwałtowna. Wieczorem, gdy w zamku zrobiło się cicho, wymknąłem się do grobu i czuwałem tam całą noc. Zastanawiałem się, co mógłbym zrobić, jak próbować choć w ułamku zadośćuczynić wyrządzonej krzywdzie.

Oto, co postanowiłem: wszystkie sługi Uriasza przyjmę na służbę i zagwarantuję im godne traktowanie, jakim cieszyli się w Waszym domu. Żaden z koni ani żadne inne zwierzę Uriasza nie pójdzie na rzeź, ponieważ on by tego nie zrobił. Dom i ogród Uriasza będą utrzymywane w porządku, kwiaty będą pielęgnowane, drzewa przycinane,tak, jak troszczył się o nie Uriasz. Biedota, którą wspomagał ze swoich żołnierskich dochodów, dostanie dalsze wsparcie. Oddziały, którymi dowodził, nie będą rozbite, otrzymają najlepszego dowódcę, jednego z rycerzy Dawida. Ty, Batszebo, usiądziesz przy moim boku, jako moja żona. Będziesz cieszyć się tymi samymi prawami, którymi obdarzył Cię Uriasz. Byłaś mu nie tylko żoną, ale i przyjaciółką, powierniczką i doradcą. Tym samym będziesz dla mnie. Z Ciebie zrodzi się nowy król Izraela.

 

Dawid, król.

 

 

Dodaj nowy komentarz
Autor: (dodaj na początku NOSPAM)
Email: (dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
 
  STRONY PARTNERSKIE I POLECANE PRZEZ MAGAZYN CEGŁA  
   
  Portal turystyczny Noclegi-Online Wrocław  Kalambur