Cegła - Literatura - Proza - Poezja
JEST JUŻ 24 NUMER MAGAZYNU CEGŁA - PIECZĘĆ, PYTAJ W KSIĘGARNI TAJNE KOMPLETY, PRZEJŚCIE GARNCARSKIE 2, WROCŁAW
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 
WRÓĆ | WYDRUKUJ

Karol Graczyk

WYWIAD Z GAIL LEVIN

Karol Graczyk: Niedawno była Pani z wizytą w Polsce i podczas spotkać w Warszawie, Łodzi i Krakowie mówiła Pani o współczesnej sztuce amerykańskiej, cóż może nam Pani o niej powiedzieć?

 

Gail Levin: Miałam wykłady o Edward Hopper, Judy Chicago i artystkach amerykańsko-żydowskich. Omawiałam płótna Hoppera, które mimo prostoty niosą wielowarstwową wymowę. Hopper, choć uważany za bardzo amerykańskiego, podziwiali prace Rembrandta i Edgara Degas. Inne źródła zawierają literaturę począwszy od Moby Dick MElvilla po poezję Roberta Frosta, choć należy pamiętać, że Hopper uwielbiał także Verlaine i poezję Goetego.

Omawiałam feministyczną artystkę Judy Chicago i związek pomiędzy jej sztuką a polityką i historia amerykańską. Jej twórczość czerpała z ruchu praw obywatelskich w latach 1950 i odzwierciedlała poglądy sprzeciwiające się wojnie w Wietnamie w późnych latach 60. oraz powstający ruch feministyczny na przełomie lat 60 i 70

Inicjatorem wykładu o artystach amerykańskich żydowskiego pochodzenia, których przedstawicielką była nie tylko Judy Chicago ale także Theresa Bernstein, Louise Nevelson, and Lee Krasner (żona Jacksona Pollocka - temat mojej kolejnej biografii), było muzeum sztuki w Łodzi, które dowiedziawszy się o moich pracach w tym zakresie, poprosiły o prelekcję. Zwróciłam uwagę na wschodnio-europejskie korzenie tych artystek i ich rodzin.

 

K.G.: Jakie miasto w Stanach jest obecnie najsilniejszym ośrodkiem kultury?

 

G.L.: Dla mnie osobiście jest nim Nowy Jork, gdzie wykładam na CUNY. Jest to nie tylko ogromne centrum kulturalne, ale także wielokulturowy tygiel ludzi z całego świata. Atmosfera tego miejsca sprzyja rozwojowi kultury, tworzeniu wielu interesujących projektów. Jest to miejsce, gdzie w galerii, restauracji, w sali koncertowej zawsze dzieje się cos interesującego.

 

K.G.: W U.S.A. uczelnie są zazwyczaj czymś więcej, niż tylko miejscem do nauki, znacznie bardziej stawia się w nich na badania, sport, sztukę. W jaki sposób można zwyczajny, dobry uniwersytet zamienić w ośrodek sztuki lub na przykład wyrobić na nim specjalizację i sprawić, by studenci chcieli tam badać, a nie tylko przyjmować do wiadomości?

 

G.L.: Jeśli dobrze rozumiem, pytasz o sposób, w jaki wzbudzamy zainteresowanie studentów sztuką. Mam zajęcia z studentami pierwszego roku różnych specjalizacji, choć w większości zarządzania. Moje zajęcia nazywają się Sztuka Nowego Jorku i mamy specjalnie wydzielony fundusz, dzieki któremu w ramach zajęć uczestniczymy w przedstawieniach zarówno Metropolitan Opera, czy Broadwayu, jak i bardziej kameralnych imprezach. Moim celem jest wzbudzenie w moich studentach namiętności do sztuki, uczynienie sztuki częścią ich życia, pomimo najróżniejszych ścieżek zawodowych. Państwo nie sponsoruje wielu przedsięwzięć artystycznych, prywatny mecenat jest wiec kluczowy dla przyszłości naszej kultury. Mam nadzieję, że dzięki krzewieniu sztuki wśród moich studentów przyczyniam się do tego, jednocześnie wzbogacając ich życie.

 

K.G.: Co w Stanach sądzi się na temat sztuki europejskiej? Jak jest stawiana względem amerykańskiej?

 

G.L.: Żeby studiować amerykańską sztukę należy znać i rozumieć europejską. Przed 2 WŚ niemal wszystkie nowe prądy wywodziły się z Europy. W XIX wieku wielu amerykańskich artystów wyjeżdżało po naukę do Paryża i Dusseldorfu. W wyniku wojny do ameryki wyemigrowało i osiedliło się w NY wielu ważnych współczesnych mistrzów takich jak Piet
Mondrian, Fernand Léger, Marc Chagall czy Max Ernst. Europejska sztuka ma znacznie głębsze korzenie sięgające starożytnego Rzymu i Grecji oraz Egiptu. Współczesny artysta europejski taki jak Kandinski rozumiał sztukę amerykańską, widać to chociażby w almanachu Der Blaue Reiter opublikowana w Monachium 1911.

 

K.G.: Co sprawia, że pisze Pani biografie tych, a nie innych ludzi? Mam przede wszystkim na myśli ostatnią biografię Judy Chicago oraz głośną Edwarda Hoppera.

 

G.L.: Zaczęłam pisać na temat sztuki Hoppera gdy w 1976 zostałam pierwszym i jedynym kustoszem jego kolekcji w muzeum amerykańskiej sztuki Whitney. Zamiarem było stworzenie catalogue raisonne, kompletnego studium jego prac, ostatecznie opublikowane w 1995. zafascynowana Hopperem napisałam o nim 9 książek. W trakcie prac natrafiłam na 62 tomy pamiętników trzymanych przez jego żonę. Większość jej prac jak i prac jej męża po przekazaniu na rzec Whitney Museum zostało zniszczonych zanim jeszcze zostałam kustoszem tego muzeum. To skłoniło mnie do zwrócenia uwagi na problem niszczenia prac artystek i do poszukiwania artystek, które przeciwstawiały się byciu ofiarami tych działań. Moje badania doprowadziły mnie do Judy Chicago, której zainteresowanie historią kobiet trafiło mi szczególnie do serca.

 

K.G.: Zgadza się Pani z podlądami Judy Chicago?

 

G.L.: Powrócę jeszcze do Hoppera i jego poglądów. Nie wiem dlaczego mnie o nie zapytałeś. Całkowicie nie zgadzam się z nim w kwestii polityki, kobiet, małżeństwa, jedzenia, abstrakcji etc. A wracając do Judy Chicago - z niektórymi się zgadzam, z niektórymi nie, np.: uważam, że wiele osiągnięć dokonanych przez kobiety zostało wykreślone z historii lub zapomniane. Takie jest zresztą przesłanie jej arcydzieła The Dinner Party, aktualnie wystawianego w otwartym w marcu 2007. roku centrum sztuki feministycznej im E.A.S. w muzeum brooklyńskim.

 

K.G.: Dlaczego tak bardzo interesują Panią artyści pochodzenia żydowskiego?

 

G.L.: A dlaczego by nie? Równie dobrze mógłbyś zapytać dlaczego interesuje się artystami chrześcijańskimi. Hopper, pomimo iż wychowany w rodzinie mocno zakorzenionej w wierze Babtystow, odrzucał zdogmatyzowanie religii - każde z trojga dzieci, które miał, przyjęło inna wiarę: jedno katolicka, drugie protestancka a trzecie żydowską. To nie przeszkadzało mu w ozdobieniu swoimi malowidłami kościoła babtystow w Charleston w południowej Kalifornii. Przyznaję, większość swojej kariery naukowej spędziłam wykładając o sztuce katolickiej średniowiecza, renesansu i późniejszych epok. Moje zainteresowanie artystami żydowskimi, w szczególności artystkami spuścizny wschodnioeuropejskiej, zapoczątkowane zostało pracami nad biografia jednej z nich. Jak się okazało, ma to także związek z pochodzeniem moich przodków. Podczas mojej pierwszej wizyty w Polsce, kiedy to odwiedziłam Siedlce, skąd pochodzili moi Dziakowie dowiedziałem się, ze emigrując w dwudziestym wieku uciekali przed pogromem. Ponieważ zmarli kiedy byłam jeszcze niemowlęciem, wizyta w miejscu, w którym mieszkali, miała dla mnie szczególne znaczenie. Poznałam historię, której nigdy wcześniej nie znałam.

 

K.G.: Podczas prac badawczych nad historią sztuki z pewnością okryła Pani niejedną ciekawostkę. Może się Pani czymś z nami podzielić?

 

G.L.: Problem wizji i widoku. Jak w starym porzekadle: obraz jest wart tysiąca słów. Fascynuje mnie sposób w jaki my widzimy świat oraz to w jaki sposób pomagają nam go widzieć artyści. Kiedyś uczyłam historii sztuki studentkę, która straciła wzrok. To było fascynujące wyzwanie.

 

K.G.: Czym się Pani teraz zajmuje?

 

G.L.: Jak już wspomniałam, obecnie jestem w trakcie urlopu naukowego i piszę biografię Lee Krasner Wiosną wracam do Nowego Jorku z Mediolanu, gdzie obecnie mieszkam. Pielęgnuję ogród, sadzę warzywa, odwiedzam znajomych w pobliżu. Mam oddanych przyjaciół rozsianych po całym świecie, od czasu do czasu odwiedzają mnie, gdy zatrzymują się w Nowym Jorku.

 

Dziękuję za zainteresowanie

 

Gail Levin, Distinguished Professor

Profesor nadzwyczajny

Baruch College and the Graduate Center

The City University of New York

 
  STRONY PARTNERSKIE I POLECANE PRZEZ MAGAZYN CEGŁA  
   
  Portal turystyczny Noclegi-Online Wrocław  Kalambur