Cegła - Literatura - Proza - Poezja
JEST JUŻ 24 NUMER MAGAZYNU CEGŁA - PIECZĘĆ, PYTAJ W KSIĘGARNI TAJNE KOMPLETY, PRZEJŚCIE GARNCARSKIE 2, WROCŁAW
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 
WRÓĆ | WYDRUKUJ

Magdalena Sikora

Odeszła...

 Odeszła bez słowa. Usłyszałem jedynie trzaśnięcie drzwiami. A może był to tylko podmuch wiatru? Za oknem padał deszcz. „Zmoknie”- pomyślałem i wziąłem kolejny łyk herbaty. Czarna herbata z cytryną zawsze poprawiała mi humor. Ale nie dzisiaj...
 Minął rok a mi się wydaje jakby to było wczoraj. Wiem, zaniedbywałem ją. Nie okazywałem jej tyle uczucia i uwagi na ile zasługiwała. Wracając z pracy po prostu rzucałem się na fotel przed włączonym telewizorem i wpatrywałem się w niego, jakby miał zaraz objawić mi największą tajemnicę istnienia. Nie reagowałem na jej pieszczoty, prośby... Tak wiem, bydlak ze mnie...
 Jak bardzo jej potrzebuje uwiadomiłem sobie jak  odeszła. Zostałem sam... W mieszkaniu czuje nadal jej intensywny zapach. Pachniała lasem... Chwilami słyszę jej kroki. Czyżbym oszalał? Nie, po prostu tak za nią tęsknie...
 Do tej pory pamiętam nasze wspólne spacery po parku. Potrafiliśmy bawić się jak dzieci- ganialiśmy się dopóki, dopóty nie straciliśmy tchu. Wspólne kolacje... Ja gotowałem. Nigdy nie narzekała na moja kuchnię. Zjadała wszystko, często dopraszając się o dokładkę. Najbardziej lubiła spaghetti. „Makaroniarz”- tak ją niekiedy nazywałem a ona patrzała na mnie tylko tymi śmiejącymi się oczyma. Po kolacji zawsze kładliśmy się razem na łóżku a ja głaskałem delikatnie  ją po głowie. Tak chyba wygląda szczęście, prawda? Bezpretensjonalne ciepło, które ogrania całe twoje jestestwo. Największe jest wtedy, kiedy możesz je z kimś dzielić...
 Już jej nie ma... Nie widzę już tych pięknych, orzechowych oczu, które zakrywała delikatnie czarna grzywa. Nie mogę już się zachwycać jej zgrabną sylwetką... Jak to się stało? Wiem, zaniedbywałem ją. Nic dziwnego, że odeszła. Ale dlaczego? Jak to się stało, ze w tym naszym, wręcz idealnym związku, pojawiły się zgrzyty. Choć może... Tak, to jest tylko i wyłącznie moja wina. Wiem to! Bo czym ta niewinna istota mogła zawinić? Zawsze była dla mnie taka dobra, wyrozumiała, cierpliwa... Nigdy się nie skarżyła. Nawet jak przyszedłem nawalony jak meserszmit. Nawet wtedy witała mnie z uśmiechem, kładła się obok mnie na łóżku i przytulała. Brakuje mi tej miękkości...
 Przypomniałem sobie pewien październikowy, chłodny wieczór. Tego dnia wróciłem później z pracy, ponieważ szef zabrał mnie na spotkanie służbowe z jakimś ważnym klientem z Japonii. Ot trzy godziny karmienia kłamstwami podanymi na białym talerzyku z kielichem fałszywej uprzejmości. Tak... Ona jak zwykle czekała na mnie... Chciała się przywitać, ale ja z tępym wzrokiem minąłem ja i poszedłem pod prysznic. Czy to wszystko od tego się zaczęło? To całe psucie? Ale ja zmęczony byłem... Wiem, powinienem choć na nią spojrzeć, powiedzieć choć słowo a nie tak bezczelnie zignorować. Poszła mimo to za mną do łazienki. Zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem... Do tej pory słyszę jej głuche skomlenie. Wtedy nic sobie z tego nie robiłem, udawałem głuchego (tak jak często później), teraz tego żałuje...
 Owe wieczory powtarzały się coraz częściej. Weekendy spędzałem zaś poza domem. Nie wiem co wtedy robiła, czy jadła, czy było jej smutno czy tez cieszyła się ze spokoju. Później zaczęła wychodzić z córka sąsiadów. Sam nie wiem co ona widziała w tej stukniętej małolacie, ale zdawała się ja uwielbiać. Jak tylko usłyszała pukanie o drzwi cieszyła się jakby się szaleju najadła. „Idiotka”- myślałem i wracałem do oglądania meczu.
 Tak, zaczęliśmy się oddalać od siebie a ja nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. A może zdawałem, tylko jej wiele innych rzeczy, ignorowałem? Ograniczyłem się tylko do przesiadywania w nudnej pracy, odgrzewanych posiłków, telewizora i snu. Zombi... Z tą różnicą, że zombi nie ma potrzeb fizjologicznych.
 Depresja? Nie, nie miałem myśli samobójczych, choć czy w tym stanie muszą występować? Po prostu świat jest zimny, okrutny, smutny, nikt mnie nie lubi  a z anteny zdjęli mój ulubiony serial o dwóch seksownych policjantkach. Czy to od razu podstawa do tego, aby stwierdzić, że cierpię na depresje?
 Wczoraj znowu trochę wypiłem. Przepraszam. Stąd ten chaos w mojej wypowiedzi. Nie, nie wypiłem za dużo. Czy litr whisky to dużo? Po prostu staram się o niej zapomnieć. Tą terapie prowadzę od paru miesięcy, jak na razie z marnym skutkiem... Najczęściej bowiem po wypiciu większej części butelki rzucam się na nasz album z zdjęciami. Podróż nad morze, w góry, urlop w chatce moich rodziców położonej w małym lasku nad jeziorem, urodziny mojej mamy, wizyta kuzynki z mężem i dziećmi... Boże, jak ona uwielbiała te dzieciaki... Patrząc na  te wszystkie obrazki zawsze przypomina mi się to uczucie szczęścia, które zawsze nam towarzyszyło. Gdziekolwiek byśmy nie byli i czego byśmy nie robili... Nierozłączni- ona i ja...
 Nie, ja nie płacze. Tylko wpadło mi coś do oka. Teraz tyle tych pyłków lata. Wydaje się nie kiedy, że w wyniku jakiegoś spisku atakują gałki oczne człowieka próbując przeniknąć do środka i przejąć kontrole nad mózgiem. Nawet chyba czytałem o tym w jakiejś gazecie...
 Kiedy sie poznaliśmy? To było jakieś pięć lat temu... Piękne wiosenne popołudnie. Miałem wtedy urlop i żadnych planów, więc albo łaziłem po ulicach a wieczorami grałem w karty z kumplami.  Szedłem wtedy jedną z alejek w parku, który znajduje się niedaleko mojej dzielnicy. Dzielnica jak każda... Bezdomni na ulicy, zaczepiający ludzi interesu na ulicy, którzy tłuką ich swymi walizkami... Ot porozumiewają się nie werbalnie... Ilość uderzeń jest wprost proporcjonalna do dosadności ich „nie”. Dzieciaki bawiące się odpadkami, ludzie umierający na chodniku, bójki, zastraszeni sklepikarze z bronią pod ladą... No ogólny hałas i harmider...
Ale wracając do... Ech... Szedłem wolnym, równym krokiem wpatrując się w ziemie. Szukałem komórki, którą zgubiłem minionego wieczoru. Z kolegami urządziliśmy przegląd piosenki biesiadnej. Nie, nie graliśmy tym razem w karty. Każdemu zawsze przydaje się jakaś odmiana. Poza tym żona kolegi wyrzuciła nas z mieszkania. Na wychodne wspomniała coś o „zapijaczonych hazardzistach” . To już człowiek nie może posiedzieć w kulturalnym towarzystwie i pograć w pokera przy flaszeczce czegoś mocniejszego. Kumple zawsze mi jej zazdrościli. Gdy owe karciane wieczorki odbywały się u mnie towarzyszyła nam tylko siedząc cichutko. Żadnych wyzwisk, marudzenia... Ideał...
 Co ja mówiłem? A tak- szukałem komórki. Nie znalazłem jej jednak. Zapewne jakiś dzieciak ją dostrzegł i sprzedał za paczkę cukierków.  Usiadłem więc z westchnięciem na najbliższej ławeczce, aby chwile odpocząć. Poza tym głowa mnie bolała. Od tych poszukiwań oczywiście. Po chwili ktoś się przysiadł. Spojrzałem na lewo. To była ona. Jej włosy lśniły  tak, że człowieka oślepiało. Była piękna! I jest do tej pory. W każdym bądź razie była w dniu kiedy ją ostatnio widziałem... Nawet przez te pięć lat nie zestarzał się ani trochu. Czas po prostu się jej nie imał. Ech... Słów mi aż brak, aby opisać jej urodę. Afrodyta to przy niej miss meneli. Siedzieliśmy tak razem w milczeniu. Nie byłem w stanie się odezwać , głos mi grzązł w gardle a język stawał kołkiem. Może przez te wieczorne śpiewy? Myślałem, że może czeka na kogoś, ale nawet po godzinie nikt nie przyszedł. Nagle poczułem jej dotyk. Spojrzałem w jej cudowne, duże oczy. Tak, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Zabrałem ją do siebie i już tak pozostało...
Byliśmy jak dwie połówki jabłka. Dopełnialiśmy się. Ona małomówna, ja ciągle mieliłem ozorem. Za to była bardzo wysportowana i lubiła wszelaki ruch na świeżym powietrzu. Ja raczej ograniczyłem się do spacerów i piłki nożnej w telewizji. No i ... Ech, dużo by jeszcze wymieniać.
Nie kłóciliśmy się. W każdym bądź razie nie często. Kobiety zawsze mają jakieś swoje chimery. Ja wtedy tylko siadałem z piwkiem w ręku przed moim oknem na świat i dzielnie czekałem. W końcu przychodziła skruszona. Zawsze jej wybaczałem. Już taki ze mnie typ faceta. Nie potrafię się gniewać.
O! Kiedyś nas napadli podczas naszego wieczornego spaceru. Cóż, taka dzielnica, ja już wspominałem. W końcu każdego to spotyka... Zaskoczyła mnie wtedy swoja odwagą i szybkością... w uciekaniu...
Jak ja za nią tęsknie! Nie mogę sobie wybaczyć tego, że tak łatwo pozwoliłem jej odejść! To mnie męczy! Gryzie mnie od środka jak szczur... Pani doktor, co ja mam, do cholery, teraz zrobić?!
- Niech pan kupi sobie nowego psa...

Dodaj nowy komentarz
Autor: (dodaj na początku NOSPAM)
Email: (dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
 
  STRONY PARTNERSKIE I POLECANE PRZEZ MAGAZYN CEGŁA  
   
  Portal turystyczny Noclegi-Online Wrocław  Kalambur