Cegła - Literatura - Proza - Poezja
JEST JUŻ 24 NUMER MAGAZYNU CEGŁA - PIECZĘĆ, PYTAJ W KSIĘGARNI TAJNE KOMPLETY, PRZEJŚCIE GARNCARSKIE 2, WROCŁAW
AKTUALNOŚCI MEDIA PODREALIZM CEGIELNIA WASZE & NASZE WYWIADY LINKI KSIĘGA GOŚCI REDAKCJA
 
 
WRÓĆ | WYDRUKUJ

Tomasz Krzykała

Balzak i jego Comedie humaine - trylogia

 

Balzak i jego

Comédie humaine –

trylogia „Stracone Złudzenia”

 

 

            Na styku dwóch wielkich epok w historii i sztuce europejskiej , mianowicie kończącego się już i wypalonego intelektualnie średniowiecza oraz nadchodzącego, ale wciąż niepewnie jeszcze  stawiającego kroki renesansu, pewien włoski poeta Dante Alighieri napisał swój wielki poemat i nazwał go po prostu „Komedią” (Commedia). Potomność dodała drugi człon do nazwy i w efekcie mamy dzisiejszą „Divina Commedia” – czyli „Boską Komedię” – niezaprzeczalny kamień milowy w literaturze europejskiej zawierający w sobie wszystko co niosło ze sobą średniowiecze, ale i wiele z tego, co dopiero miało się pojawić później w renesansowym humanizmie. Po wielkich eposach starożytności i żywotach świętych średniowiecza przyszedł więc czas na komedie, na trywialność codzienności. Do literatury wkroczyła jednostka ludzka. Był to zwykły człowiek posiadający swój strach, swoją śmieszność, namiętności, pasje, a nie człowiek będący polem walki dla wielkich idei. Świat boski został zastąpiony światem relacji i interakcji społecznych, a ślepa wiara podejściem naukowym, według którego istota ludzka podlega pewnym prawom dającym się zbadać i zrozumieć, ale nie są to prawa determinowane religijnie – przeciwnie, nie mają one z religią zbyt wiele wspólnego.

            W roku 1789, wiele epok historycznych i literackich po Dantem, wybucha Rewolucja Francuska. Po raz pierwszy na taką skalę (acz nie po raz pierwszy w historii – rewolucja w Anglii miała bowiem miejsce ponad wiek wcześniej) przekreślone zostają przywileje arystokratycznego urodzenia, do władzy dochodzi burżuazja, dotychczasowy porządek społeczny kończy się raptownie, a rozpoczyna się w zamian wielka niewiadoma. Ta wielka niewiadoma to czas walk, rewolucji, buntów i powstań na wszystkich niemal gruntach życia społecznego w całej Europie, a zwłaszcza we Francji; od sfery gospodarczej począwszy (rewolucja przemysłowa, bankructwo Banku Francuskiego), poprzez sferę społeczną (ciągłe restauracje monarchii i panowanie kolejnych rządów republikańskich, oraz Wojny Napoleońskie i kolejne warianty rządów kolejnych cesarzy, a wszystko to  przeplatane rewolucjami,  strajki i ruchy robotnicze), sferę kultury (pojawienie się romantyzmu, nowych trendów w malarstwie stojących w otwartym konflikcie z akademią francuską, czyli kanonem klasycznym) itp. Słowem dotychczasowy wygląd Europy zostaje zburzony, znikają prastare organizmy państwowe podbite przez dynamicznych sąsiadów (Rzeczpospolita Polska, Rzeczpospolita Wenecka) – wszystko się zmienia, pulsuje i zmierza do przewartościowania. Ale to przewartościowanie nie jest już wypadkową uniwersalistycznych sporów ideowych, jak w średniowieczu, czy w epoce wojen religijnych – odbywa się ono na polu procesów społecznych i jest wynikiem nowego układu sił w społeczeństwie – jest więc częścią tego, co Dante jako pierwszy nazwał Commedia.

            W takiej to atmosferze pierwszej połowy XIX-go stulecia rozwija się unikalna, niesamowita twórczość Honoré de Balzaca (1799-1850) – niespotykane zjawisko literackie, fenomen na skalę największych indywidualności twórczych i jakość sama w sobie. Twórczość Balzaka to w istocie coś, co nie ma precedensu. Nie da się przecenić tego, co człowiek ów wniósł do literatury, sposobu w jaki to zrobił i tego czym stał się dla historii zarówno Francji, jak i Europy tamtego czasu oraz europejskiej literatury. Nie da się również przecenić tego czym była ta bujna, iście Francuska osobowość kiedy ją sportretować, jeśli zdamy sobie sprawę, że ten człowiek wytyczył i dopracował SAMODZIELNIE bieg literatury na ponad sto lat do przodu nie posiadając absolutnie innych wzorców i odniesień oprócz własnych pasji, zainteresowań, wścibstwa i  genialnego umysłu, no i na dodatek arcyidealistycznego i arcyromantycznego założenia, że literatura jest ‘zwierciadłem spacerującym po gościńcu’ czyli nie ma, (kompletnie nie ma!!!) w naszej rzeczywistości dziedziny i pola, gdzie literatura by nie mogła wniknąć. Ponieważ w tak bujnej osobowości łatwo się pogubić, to może zacznijmy od początku.

            Honoriusz Balzak (zarówno imię jak i nazwisko Balzaka uległo spolszczeniu na gruncie literatury polskiej – wielce znamienna rzecz – powiemy o tym jeszcze, bo nie da się tego faktu przemilczeć) urodził się na południu Francji. Żył i umarł w epoce europejskiego Romantyzmu. Był on właściwie rówieśnikiem Mickiewicza, umarł zaś w tym samym roku co William Wordsworth, który zapoczątkował w Europie romantyzm. Żyjąc w czasach trwania jednej, silnej, zwartej epoki stawiającej nacisk na poezję i uwewnętrznione przeżycia, był Balzak odbiciem niezwykle trzeźwo na świat patrzącego ducha mieszczaństwa francuskiego (pomimo szlacheckiego nazwiska –dlaczego takie miał o tym też sobie jeszcze powiemy).Ta trzeźwość umysłu, wrodzona ciekawość i wnikliwość, pchnęły go na drogę kariery prozaika i powieściopisarza. Po paru nieudanych próbach pisania i sprzedaży podłych jakościowo romansów sentymentalnych i sztuk dla teatrów paryskich (nomen omen – opartych na historii Anglii i na twórczości Byrona)  wpada on na pomysł cyklu powieściowego, rozumianego jako panorama dziejów i obyczajowości Francji pierwszej połowy XIX-go wieku. Powstaje w efekcie rzecz bez precedensu – ponad 100 powieści, sztuk teatralnych i opowiadań zazębiających się ze sobą pod względem czasu i miejsca akcji (zawsze Francja, zawsze czasy współczesne Balzakowi) oraz…pod względem bohaterów, postaci literackich. Powstaje gigantyczny cykl powieściowy należący (a właściwie tworzący go od podstaw) do nurtu realizmu powieściowego(1) i nazwany „Komedią Ludzką” (La Comédie Humaine).  Komedia Ludzka to realistycznie napisany cykl powieściowy w którym pisarz jawi się jako wnikliwy obserwator i analityk wszystkich spraw dotyczących życia społecznego. Jak naukowiec próbuje on wyjaśnić czytelnikowi wszystkie mechanizmy tego życia. Można tutaj posłużyć się porównaniem Tadeusza (Boya) Żeleńskiego – tak samo, jak kucharz pichci potrawy, tak samo Balzak z zakasanymi rękawami warzy dla nas w swojej „kuchni społecznej” nowe potrawy –czyli nowe książki właśnie.

Tytuł „Komedia Ludzka” nie jest więc tytułem przypadkowym. Tym samym, czym było dzieło Dantego dla świata idei, tym samym miało być dzieło Balzaka dla życia społecznego Francji. Do tego jeszcze dzieło Balzaka świadomie nawiązuje do renesansowego przełomu w widzeniu jednostki ludzkiej - tytuł celowo odcina się od tej „idealnej” boskości i ogniskuje zainteresowania czytelnika na człowieku, rozumianym jako istota społeczna. A wszystko to w samym apogeum romantyzmu, niosącego dokładnie odwrotne przesłania! Można by sobie pomyśleć, że faktycznie, z romantyzmem i poezją ma to niewiele wspólnego. Nic bardziej mylnego! Przede wszystkim warto tu przytoczyć kilka faktów biograficznych z życia tej niezwykle soczystej osobowości i wspaniałego przy tym człowieka, którym był Balzak. Po pierwsze - jak on pisał? Głównie w nocy, ubrany w rodzaj habitu jak zakonnik (był bowiem człowiekiem – jak się to zwykło mówić – dość obfitych kształtów i  garderoba dzienna była dla niego po prostu krępująca) pisał do rana wypijając przy tym litry kawy. Po drugie - co było dla niego głównym źródłem inspiracji? Rauty, przyjęcia, spotkania towarzyskie były dla niego i jego pisarstwa niezbędne do życia jak chleb. To tam wyszukiwał pierwowzorów postaci, portretując żyjące osobistości czasem aż nader dokładnie – wielu znało dokładnie realne odpowiedniki bohaterów zaludniających „Komedię Ludzką”. Niemało wrogów przysporzyły mu opisy portretujące tę czy inną osobę w negatywnym świetle. Ostatnie pytanie wreszcie – co pozwalało mu stworzyć tak gigantyczny cykl spójnie ze sobą powiązanych powieści i setek zazębiających się wątków i się w tym nie pogubić? Przecież to niemal niemożliwe. Prawdę mówiąc gubił się Balzak nie raz, pomyłek i lapsusów popełniał wiele, ale pomimo tego „Komedia Ludzka” jest dziełem spójnym. Wydano nawet Répertoire de la Comédie humaine , czyli (że zacytuję tutaj znowu Tadeusza (Boya) Żeleńskiego)”rodzaj skorowidza do całości utworów Balzaka”, czyli spis porządkowy całej treści jego książek. „…widząc, jak wszystkie wypadki, postacie schodzą się i wiążą w jedną całość, można by mniemać, iż całość ta, olbrzymia koncepcja „Komedii Ludzkiej”, jest tworem dokładnie i cierpliwie przemyślanym w każdym szczególe. Byłoby to omyłką; jest w niej o wiele więcej genialnej improwizacji, niż się wydaje.”(2)

Mamy więc obraz twórcy obdarzonego nimbem geniuszu i samotnie skupiającego się nad losami całego społeczeństwa, niejako biorącego na swoją odpowiedzialność całą ówczesną Francję. Podobnie jak Napoleon sam jeden zmienił mapę świata, tak Balzak, sam jeden stworzył nową „Sumę Teologiczną”(3) swoich czasów. Taki obraz pisarza nie ma jednak nic wspólnego z realizmem i naukowym podejściem do tematu – to w istocie głęboko romantyczny etos twórcy – arcyromantyczny nawet, jak to było już mówione wyżej. Dzisiejsza psychologia mówi na też, że to bardzo ludzki, zdrowy wizerunek zakładający zaangażowanie i inwencję zarówno autora jak i czytelnika w miejsce zimnej analizy i beznamiętnego gromadzenia danych – czyż nie wspomniałem, że była to iście „soczysta” osobowość? Taki wysiłek był jednak ponad siły i Balzak umiera w wieku 51 lat – dzieli więc i tym faktem realia biograficzne z wieloma romantykami – własnym zdrowiem opłaca swoją twórczość.

„Komedia Ludzka” nie jest w żadnym razie dziełem naukowym – nie jest dziełem jednorodnym i (jak już mówiliśmy) pełno w niej niedociągnięć. Wiele części pozostawia sporo do życzenia pod względem literackim, wiele jest rozbieżności i niedociągnięć, które jednak w unikalny i pasjonujący sposób umiejscawiają nam osobę Balzaka w samym centrum jego dzieła. Jeżeli poczytamy trochę wybitnych dzieł realizmu i naturalizmu francuskiego, zwłaszcza Flauberta, Zolę, czy Maupassanta, zauważymy aseptyczną wręcz skłonność do usunięcia śladów osobowości autora i jego  prywatnych poglądów z  ram dzieła literackiego w imię realistycznego obiektywizmu. Nic podobnego u Balzaka! Z jego charakterem tak by się nie dało! Z całkowitą słusznością powiedzieć można, że żywy, dynamiczny charakter autora jest tu obecny w każdym miejscu jego dzieła, nie pozbawiając jego pisarstwa w żadnym razie realistycznej wymowy, tak jak realizmu rozmowy zasłyszanej na ulicy nie pozbawia fakt, że biorący w niej udział to nasi dobrzy znajomi. Przeciwnie! Przez to jego dzieło zyskuje dodatkowy, jakby teatralny wymiar (ale w dobrym znaczeniu tego słowa), a czytelnik nie traci kontaktu z życiem. Osoba Balzaka stała się w niezrównany sposób następną postacią literacką w „Komedii Ludzkiej” – wyobraźmy sobie jakiego kunsztu literackiego trzeba, żeby się na coś takiego poważyć z dobrym skutkiem! 

 

***

 

Pierwszymi książkami Balzaka jakie mi wpadły w ręce była trylogia „Stracone Złudzenia” składająca się z części: „Dwaj poeci”, „Wielki człowiek z prowincji w Paryżu” oraz z „Cierpień wynalazcy”. Szczerze powiedziawszy miałem szczęście, bo ta trylogia to jedna z głównych pozycji w „Komedii Ludzkiej”, wyśmienita pod względem literackim, a do tego wprowadzająca wątek utraconej niewinności, dżungli wielkiego miasta – jednym słowem, to literackie rozliczenie romantyczno-sentymentalnych mitów prowincji francuskiej o splendorze i powabie życia śmietanki towarzyskiej wielkiego Paryża.

Dobre pisarstwo Balzaka w jego najlepszych książkach ma tę cechę, że potrafi wciągnąć i zaabsorbować z wielką siłą. Od książki po prostu nie da się oderwać. „Stracone Złudzenia” napisane są z takim impetem, tak rozległym wachlarzem poruszanej problematyki, że pierwsze wrażenie oszołamia. Nie mniej jednak literacka wyrazistość opisów i niepowtarzalny sposób kreślenia sylwetek postaci Balzakowskich przychodzi z pomocą i pozwala zagubionemu nieco czytelnikowi odnaleźć się w tym świecie – w tej osobnej rzeczywistości, żywej w sposób konkurencyjny ze światem realnym. To tak, jakbyśmy nagle znaleźli się faktycznie w centrum wielkiej metropolii, pełnej zgiełku i pulsującej życiem. „Konsekwentne studiowanie Balzaka – pisze Oskar Wilde – przemienia naszych przyjaciół w cienie, znajomych w cienie cieni.”(4) Czegóż tam nie ma! Balzak prowadzi nas przez wszystkie sfery życia i nie unika wnikliwej analizy żadnej z nich. Kiedy mówi o prowincji (w tej książce to akurat miasto Angouleme) wnika we wszelkie, dostępne sobie niuanse życia tamtych społeczności, ich sposób zorganizowania, ideały, horyzonty intelektualne itp. Kreśli wielką panoramę ówczesnej obyczajowości. Kiedy pisze o handlu, wnika w szczegóły buchalterii i prowadzenia ksiąg rachunkowych, kiedy pisze o produkcji papieru, podaje szeroki szkic historyczny tej gałęzi przemysłu (sic!) we Francji, omawia jej stan ówczesny, a potem, z jednakową wnikliwością opisuje wszystkie stadia produkcji, niejednokrotnie dodając ceny surowca, półproduktów i produktu końcowego z uwzględnieniem kosztów podatkowych, robocizny, dystrybucji i reklamy. Kiedy pisze o bankowości i kredytach, opisuje detale wszystkich słynnych afer i bankructw podając ich genezę i przyczyny, tkwiące nierzadko poza granicami Francji i związane z polityką globalną. To samo – czyli wielość detali – podaje Balzak w związku z przepisami dotyczącymi patentów i racjonalizacji opisując i wyliczając znane mu luki w przepisach – no czyż to nie imponujące? Z pojedynczymi postaciami postępuje podobnie, stając się wnikliwym i wiarygodnym (akurat w tej trylogii jest bardzo wiarygodny – w innych książkach bywa z tym różnie) obserwatorem ludzkich charakterów i emocji. To tutaj właśnie, w literaturze Balzaka zostały położone podwaliny analitycznego psychologizmu literackiego, tak dokładnie wyzyskanego później przez Marcela Prousta, który sam był wielbicielem „Komedii Ludzkiej”. Postaci „Straconych Złudzeń” powracają w niejednej jeszcze powieści Balzaka i są to niepospolite postaci w niepospolity sposób opisane. Mamy więc absolutnie fenomenalnie nakreśloną sylwetkę Lucjana Chardon(5), przedstawiciela mieszczaństwa, młodego chłopaka u którego idealizm zmaga się z ambicjami ponad miarę. Po tym jak Lucjan osiadł w Paryżu, przybiera on (całkiem zresztą bezprawnie) tytuł szlachecki i nazwisko De Rubempré. Ale zanim się to stało, zanim rozpoczyna się pogoń Lucjana za blichtrem tego świata, zanim kończy się ona degrengoladą moralną i śmiercią (co jednak wykracza poza ramy „Straconych Złudzeń” i dotyczy już kolejnej trylogii w ramach „Komedii Ludzkiej”, a mianowicie „Blasków i nędzy życia kurtyzany”) mamy tę postać opisaną tak dogłębnie, z takim wyczuciem, czasami wręcz sympatią autora, że bez wątpienia powiedzieć można – to jedna z najlepiej ujętych postaci literackich w historii. Plastyka tej postaci wręcz uderza!! „Jedną z największych tragedii mego życia – pisze znowu Oskar Wilde – jest śmierć Lucjana de Rubempré. Nigdy nie zdołałem się wyzwolić całkowicie z tego przejmującego bólu. Dosięga mnie w chwilach najwyższej radości, tłumi nieraz wybuchy śmiechu.”(6) Czy jest jakieś wyjaśnienie tego szczególnego pietyzmu w podejściu Balzaka do postaci młodego parweniusza z Angouleme? Otóż jest. Historia Lucjana jest momentami bardzo zbieżna z historią samego Balzaka i z pewnością determinuje takie, a nie inne potraktowanie tej postaci. Lucjan Chardon (alias – de Rubempré) to postać niejednorodna – młody, dynamiczny chłopak o zaskakującym ładunku skrupułów i tradycjonalizmu, sentymentalny, zawadiacki, skromny, choć nienasycony, święty łotr – powiedzielibyśmy dziś. Takie nagromadzenie przeciwieństw i ekstremów w jednej osobie mogłoby być kanwą niejednej książki i jest fenomenem przekraczającym skalę środków wyrazu niejednej literatury narodowej – ale nie tej francuskiej. Tutaj, to właściwie chleb powszedni… Kim więc był w głębi sam imć Honoré de Balzac, skoro tak jaskrawą postać potrafił on odmalować piórem z taką finezją, z taką mnogością półtonów, a przy tym tak tętniącą życiem? Balzak był przedstawicielem klasy średniej (tak jak Lucjan) i wyjechał do Paryża po to, aby tam zawojować świat i zrobić fortunę na pisaniu (Lucjan też – jakżeby inaczej -  chciał podbić świat), popadał tam w niekończące się problemy finansowe (znowu tak jak Lucjan) i bliski był tego żeby się kompletnie stoczyć. Właściwie gdyby nie pani Ewelina Hańska(Polka, najpierw kochanka, a potem żona Balzaka) oraz jej fortuna, to nie wiadomo, jak by się te wieczne, Balzakowskie problemy finansowe skończyły. Ale najbardziej charakterystyczną cechą stanowiącą podobieństwo między Balzakiem, a Lucjanem może być fakt, że sam Balzak posługiwał się nieistniejącym nigdzie prawem do szlachectwa i wymyślonym samodzielnie nazwiskiem „De Balzac”. Prawdziwe jego nazwisko brzmiało po prostu Balssa – Honoré de Balzac był po prostu wnukiem wieśniaka z południa Francji(7)- osoby takie jak on mogły wypłynąć po rewolucji, kiedy Francja z kraju wzajemnie powiązanych koligacji arystokratycznych stawała się powoli krajem demokratycznym. Zaraz,  zaraz!- spytać może ktoś - To po co była mu ta szopka ze szlacheckim pochodzeniem? Ano właśnie – tutaj ocieramy się o pewien paradoks charakteru Balzaka i w pewien sposób ówczesnej Francji również. Balzak był rojalistą, czyli osobą o popierającą władzę króla i tęskniącą do dawnej, przedrewolucyjnej Francji Burbonów. Był on katolikiem (co znacznie ułatwiło mu zadomowienie się w sercu pani Eweliny Hańskiej). Jednakowoż pokost rojalizmu i katolicyzmu na jego charakterze i poglądach nie był zbyt gruby – tu i ówdzie wyziera spod spodu ta nowa, dynamiczna, znana nam i dziś Francja republikańska. Francja ludzi pracy (a czy sam Balzak ze swoją twórczością i olbrzymią dynamiką nasuwa nam jakiekolwiek skojarzenia z pretensjonalnym i skostniałym w przepisach etykiety przedstawicielem arystokracji?). Natomiast faktem jest, że w pisarstwie Balzaka, a w szczególności w sposobie w jaki sportretował Lucjana de Rubempré odbijają się rozterki i dylematy ówczesnego społeczeństwa – a jeśliby się przyjrzeć to i całej sztuki przedwcześnie dojrzałego francuskiego romantyzmu – czyli wkraczanie we wielką niewiadomą, w świat, gdzie nienaruszalne zasady etyczne i moralne zostały zakwestionowane i obalone. Ten świat, to świat nieznany, świat, który trzeba stworzyć i zrozumieć od samego początku – rzeczywistość więc skłaniała do stwarzania tak wielkich, monumentalnych dzieł jak Comédie Humanie. Czasem, aby zrozumieć życie lepiej, czasem zaś, by od tego życia uciec.

Jakie jeszcze inne postaci „Straconych Złudzeń” zasługują na uwagę? Szczerze powiedziawszy jest ich wiele, bo i „Stracone Złudzenia” to jedna z głównych ulic „Komedii Ludzkiej”. Wspomnę więc tylko jeszcze Rastignaca i Vautrina. Rastignac na kartach naszej trylogii jest jeszcze młodym żółtodziobem, niemal studentem paryskim (co samo w sobie jest tak symboliczne i obciążone wielością treści kulturowych, jak co najmniej drugi, pokrewny termin, kiedy mówilibyśmy o aktorze). Rastignac to silna osobowość pokrewna niewątpliwie do Talleyranda(8) – powoli, lecz  konsekwentnie pnie się po szczeblach kariery, by dojść wreszcie godności ministra.

Vautrin natomiast reprezentuje w powieści paryski świat przestępczy i wkracza do akcji na sam koniec „Straconych Złudzeń” ale wkracza w taki sposób, że odkładamy książkę drżącą ręką i wściekli, że autor akurat teraz musiał zakończyć swoją opowieść, no akurat w takim miejscu!!!! Jest to jednak część niepowtarzalnego uroku „Straconych Złudzeń”, to, że książka kończy się akurat w ten sposób.

Pośród innych, wielokrotnie potem pojawiających się postaci jest jeszcze bankier Nucingen, Estera i wiele innych, ale – ach! – a jakim mistrzostwem one są nakreślone – one faktycznie żyją! Cytat z Oskara Wilde’a nie jest wcale przesadny – kiedy ja czytałem „Stracone Złudzenia” (przełożone z francuskiego przez Boya – jak większość dzieł Balzaka. Dodać tu jeszcze wypada, że przekład Boya jest rzeczywiście świetny!), miałem, jak każdy wiele swoich spraw. Pamiętam z nich wszystkich tylko historię Lucjana de Rubempré – wszystkie inne okoliczności mojego życia zbladły już dawno we wspomnieniach – zetknięcie zaś z Balzakiem to ciągle żywy wybuch pasji i fascynacji o wielkiej sile!

Powiedzieliśmy wyżej, że zarówno imię jak i nazwisko Balzaka uległo spolszczeniu na gruncie literatury polskiej. Honoré de Balzac, to Honoriusz Balzak. Dlaczego? Głównie, niewątpliwie przez niezwykłą żywotność popularyzatorską podjętą przez Boya w latach 20-stych i 30-stych XX wieku, dalej poprzez długoletni związek z Eweliną Hańską zakończony zresztą ślubem w Berdyczowie w 1850 roku. To na pewno też wynik faktu, że wiele polskich postaci zaludniło „Komedię Ludzką”, wiele historii napoleońskich wydobył Balzak z przeszłości. Ale to wszystko nie wystarczy.

Dziś w epoce stabilnej niepodległości państwowej i masowej emigracji zarobkowej do Anglii, w epoce dominacji angielszczyzny i zalewu amerykańsko-anglosaskich produktów kultury masowej mało kto pamięta, czym były dla Polski związki z Francją w wieku XIX i XX. Cały polski romantyzm rozwijał się przecież w Paryżu, tam też polska emigracja polityczna znajdowała azyl jeszcze w latach 80-siątych XX wieku. Rewolucja Lipcowa w 1830 roku we Francji wybuchła w okrzykach Vive La Pologne! Tam powstała jedna z pierwszych bibliotek polskich. Jeszcze podczas stanu wojennego w Paryżu ludzie tłumnie gromadzili się na manifestacje poparcia dla Polski walczącej.

A przecież jeszcze zupełnie niedawno Paryż był jedynym zakątkiem świata, gdzie beznadziejna sytuacja Tybetu odbiła się głośnym protestem, a nawet zamieszkami podczas przygotowań do Olimpiady w Pekinie - tej żałosnej imitacji Igrzysk Olimpijskich w kraju bez wolności, bez jakiegokolwiek szacunku dla praw człowieka. Tylko Paryż zgasił znicz olimpijski, a w zasadzie lud paryski , taki sam, jak ten, którego siły świadom był Balzak– jeszcze raz sprawy zostały nazwane po imieniu. Ale tym razem nie w imieniu Polski była ta walka i łatwo nam ją było przegapić.

Toteż wykorzystując w pełni zbliżenie z kulturą anglosaską nie powinniśmy zapominać o kulturze Francji, tym bardziej, że – generalnie rzecz ujmując – część naszej własnej tożsamości i walki jest w tej kulturze…

 

(1)      Pomimo istnienia „realistycznych” książek Waltera Scotta i Roberta Louisa Stevensona (obydwaj to Szkoci) w na polu bliskiej Balzakowi literatury brytyjskiej oraz powieści amerykańskich- zwłaszcza autorstwa Jamesa Fenimore Coopera (którego Balzak podziwiał),  musimy sobie jednak zdać sprawę z pewnych różnic pomiędzy ich twórczością, a tym, co stworzył sam Balzak. Zarówno w przypadku Scotta, jak i Stevensona ich powieści to tylko podbudowa realistycznego kontekstu dla narodowego romantyzmu. Już prędzej wziąłbym tu pod uwagę dzieło Coopera , ale i tak to co stworzył Balzak to w istocie zupełnie inna jakość. 

(2)      Tadeusz Żeleński-Boy - wstęp do „Blasków i Nędzy Życia Kurtyzany”. Cytuję za wydaniem Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”, Warszawa 1959.

(3)      „Suma Teologiczna” to dzieło św. Tomasza z Akwinu. Daje ona najbardziej poglądowy obraz świata i wszystkich dziedzin życia w wieku XIII. Porównanie wydaje mi się tutaj nader sensowne.

(4)      Oskar Wilde „Intentions („Dialogi o sztuce”) cytat przepisałem żywcem ze wstępu Boya do „Blasków i nędzy życia kurtyzany”. Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1959.

(5)      Chardon – po francusku znaczy „oset”

(6)      Patrz przypis nr. 4

(7)      Tadeusz (Boy) Żeleński – Wstęp do ‘Mieszczanina Szlachcicem’ Moliera, Kraków 1923.

(8)   Charles Maurice de Talleyrand-Périgord (1754-1838) – Biskup, polityk, minister francuski. Najpierw poparł rewolucję, potem był ministrem zarówno w okresie Dyrektoriatu, Konsulatu i Cesarstwa. W 1814 poparł restaurację monarchii i po kolejnej zmianie strony barykady służył Burbonom. (według Encyklopedii Trzytomowej PWN, Warszawa 1999)

 

 

 

 

 

 

Dodaj nowy komentarz
Autor: (dodaj na początku NOSPAM)
Email: (dodaj na początku NOSPAM)
Treść:
 
Komentarze
2009-01-27 03:25:20 - fink
nie rozumiem, które wersy? na końcu?
 
2009-01-26 12:08:59 - Tomek Krzykała
A czy te wersy przy cyfrze przypisów muszą tyak na siebie nachodzić? Kurcze, nie można tego przeczytać.
 
 
  STRONY PARTNERSKIE I POLECANE PRZEZ MAGAZYN CEGŁA  
   
  Wrocław  Kalambur